Bez bicia przyznam się, że o Szaniawskim nie słyszałem nigdy lub moja pamięć nie zanotowała takiego nazwiska, aż do czasu, gdy zacząłem czytać o profesorze Tutce.

A nawet sucha notka na jednym z portali mówi o człowieku, który przed wojną był wziętym dramatopisarzem, po wojnie odrzucił socrealizm za co został oficjalnie potępiony i wykreślony z polskiej literatury. Dopiero tak zwana odwilż znów pozwoliła na wydawanie i drukowanie jego utworów. Człowiek, który został na ojcowiźnie, uprawiał rolę i pisał. A którego spuścizna literacka spłonęła wraz z jego rodzinnym dworkiem w Zegrzynku kilka lat po jego śmierci. Barwny życiorys i ciekawa postać.

Nic więc dziwnego, że taki umysł wykreował profesora Tutkę. O którym można powiedzieć, że nie istnieje zagadnienie, myśl, idea na którą profesor Tutka nie mógłby znaleźć przykładu z własnego życia. Dla tego dystyngowanego, starszego pana spędzającego popołudnia w gronie miejskich notabli nie ma tematu, którego nie mógłby skomentować własnym doświadczeniem. Chcecie o malarzach tak się składa, że profesor znał kilku, a może o kobiecie interesującej?

charliethelibrarian.com