Dla fanów twórczości braci Coen pierwsze spotkanie z „Poważnym człowiekiem” może być nie lada szokiem, dlatego że pozornie jest to film, który zupełnie nie przystaje do innych, słynniejszych dzieł obu panów, co sprawiło że został on niesłusznie niedoceniony i raczej dość szybko zapomniany.

Pozory jednak mylą, a wprawne oko dostrzeże w trakcie seansu mnóstwo charakterystycznych dla twórczości Coenów elementów. Powaga miesza się tu z czarnym humorem, a pod tą mieszanką kryje się dramat jednostki, która – jak to zwykle w ich filmach bywa – sama doprowadza siebie na skraj, pragnąc więcej niż dał jej los.

Chociaż w tym wypadku może nie do końca sama. Bo mimo że główny bohater Larry, raz po raz pouczany jest przez rabinów, by nauczył się doceniać najprostsze sprawy, to jednak kłopoty, które spadają mu na głowę, dzieją się raczej bez przyczyny. Żona nagle postanawia się z nim rozwieść, mimo że nie zrobił nic złego. Gdy stara się o pełen etat na uczelni, ktoś wysyła tam anonimowe listy świadczące o jego złych czynach. A jeden z jego studentów wciska mu łapówkę w tak umiejętny sposób, że nie sposób ani jej przyjąć, ani odrzucić. Problemy zaczynają się piętrzyć, a życie Larry’ego staje się szare, jałowe i puste. W rezultacie powstaje swojego rodzaju wariacja na temat biblijnej księgi Hioba, która stanowi podłoże dla tego filmu. Coenowie wzięli na warsztat tę historię, czyniąc Larry’ego zagubionym i nieporadnym Hiobem. Z tym, że jego wybory będą się różnić od tych znanych z Biblii, a i konsekwencje okażą się niespodziewane.