Gdyby zrozumienie tego, na jakiej zasadzie ludzie dobierają sobie partnerów było choć trochę prostsze, a łączące ludzi uczucia mniej skomplikowane, prawdopodobnie powstawałoby o połowę mniej filmów czy książek.

Tymczasem jednak miłosne rozterki stanowią bogaty materiał dla pisarzy, poetów, filmowców. Dla artystów wszelkiej maści. Im więcej niepewności, im więcej kłód pod nogami, nieprzespanych nocy czy emocjonalnych huśtawek, tym bogatszy materiał i większa szansa na zadowolenie odbiorców. Uwielbiamy gdy ona i on brną do siebie przez góry, lasy, pomiędzy byłymi kochankami lub złowrogimi spojrzeniami nieżyczliwych. Dobrze jednak, gdy taka historia kończy się happy endem, bo to daje nam cień nadziei na to, że nawet jeśli jest źle, zawsze możemy wyjść na prostą. I nie ważne, że koniec filmowy czy powieściowy następuje w chwili, gdy w związek jeszcze nie zdąży wkraść się rutyna, a kłótnie są raczej przekomarzaniem niż aferą o pietruszkę, ważne, że w końcu bohaterowie odnaleźli siebie. I są szczęśliwi.

soy-como-el-viento.blogspot.com

Babi Gervasi to klasyczny przykład niewinnej dziewczynki z dobrego domu, grzecznej dumy rodziców z wzorowym świadectwem szkolnym. Jej przyszłość pewnie gładko wpisałaby się w typowy schemat: elitarne szkoły, gruntowne wykształcenie i małżeństwo z równie doskonałym przedstawicielem płci przeciwnej, gdyby pewnego dnia w drodze do szkoły, nie doszło do pozornie nic nieznaczącego spotkania.

„Krótkie włosy, prawie na jeża, wysoko cieniowane od szyi ku górze, jak u amerykańskich marines. Kurtka marki Levi’s, ciemna.
Kołnierz postawiony, marlboro w ustach, oczy ukryte za okularami Ray-Ban. Wygląda na twardziela, chociaż nie musi. Ma piękny uśmiech, lecz mało kto bywa nim obdarowany.”

Oto Step, który tego pięknego, słonecznego poranka, dostrzega jadącą do szkoły Babi. Dziewczynę na lekcje podwozi ojciec. Dzień jak co dzień. Z tym, że tego dnia chłopak w lewisach wsiada na motor, by tuż przed światłami stanąć przy mercedesie taty Babi. „I dlatego ten dzień nie będzie jak inne.”