O bohaterce tej książki, Irmie Grese, po raz pierwszy przeczytałam kilka lat temu w czasopiśmie, którego tytułu już nie pamiętam, ale pamiętam, jak bardzo zaciekawiła mnie jej postać i to, że nie byłam w tym osamotniona. Jej uroda (blondynka z niebieskimi oczami) idąca w parze z patologicznie makabryczną brzydotą psychiki, skupiała na sobie uwagę wielu.

To skrajne połączenie pozornie wykluczające jedno drugie, zafascynowało nie tylko jej współcześnie żyjących, potem mediów, ale i kilkadziesiąt lat później, autora tej monografii. Było na tyle silne, że postanowił zebrać dostępne materiały źródłowe rozrzucone po instytutach, bibliotekach i muzeach w USA, Izraelu i Niemczech, a także dotrzeć do więźniów obozów koncentracyjnych oraz mieszkańców miejscowości rodzinnej kobiety i stworzyć jej biografię, podkreślam jeszcze raz – biografię, a nie rejestr zbrodni tylko SS-Aufseherin, jak sugerowałby podtytuł książki.

Jednej z najokrutniejszych strażniczek albo inaczej nadzorczyń, której nadano miano „pięknej bestii” w niemieckich obozach koncentracyjnych na terenie Polski i Niemiec – Auschwitz, Ravensbrück i Bergen-Belsen.

Jeśli nastawiałam się na obszerne opisy zbrodni Irmy Grese zasugerowanych w podtytule, to już we wstępie autor przedmowy, dr Klaus P. Fischer, zmienił moje nastawienie, zastrzegając – „Ze względu na temat badań istnieje ryzyko, że biogram stanie się długą listą brutalności, okrucieństw i sadystycznych wynaturzeń, pomijając temat procesu, który umożliwił bohaterce dokonywanie zbrodni. Stąd opracowanie raczej skupia się na mechanizmach „zorganizowanych zbrodni, które pozwoliły jej stać się zabójczynią”, wpływie dzieciństwa na jej otwartość na faszyzm, na procesie sądowym, podczas którego do końca swoją brutalność „uzasadniała ideologią nazistowską”, niż na samych zbrodniach. Te ostatnie były podane ogólnikowo, rzadziej w szczegółowych wspomnieniach świadków. Ale już ta ograniczona dawka wystarczyła do ukazania skali sadyzmu (czerpała z niego przyjemność seksualną) jej schizoidalnej osobowości. Autor starał się przy tym pokazać fakty, a nie szukać usprawiedliwienia tłumaczącego postępowanie.