Wydawnictwo Łajka, to niewielka oficyna z Gdyni, która w swoim koszyku posiada łącznie pięć pozycji (szósta w zapowiedziach). Wszystkie wydane przez Łajkę książki są godne uwagi. Dziś chciałbym przedstawić jedną z nich: picturebooka „Pan Pikulik i nieporozumienie w zoo” autorstwa pochodzącego z Dublina Kevina Waldrona.

Głównym bohaterem jest pan Pikulik, który pełni funkcję dyrektora niewielkiego ogrodu zoologicznego. Pewnego poranka, pewnie po śniadaniu, bo już wybiła 9.00 rano, gdy ubierał swój służbowy uniform i miał wychodzić do pracy, okazało się, że jest on przyciasny – odpadł guzik od kurtki, a brzuch to Kiepski to początek dnia.

To niegroźne zdarzenie poranka nastawiło Dyrektora minorowo. Chodzi pomiędzy klatkami i wybiegami dla zwierząt, zrzędzi pod nosem, że przytył, że się zestarzał, że źle się odżywia, że niemiłosiernie się poci i przez to przykro pachnie. Co rusz wynajduje nowe powody do narzekania na sobie i swoja kondycję. Zły humor pana Pikulika wpływa na mieszkańców zoo. Złowrogie mruczando słyszą zwierzęta, które odnoszą do siebie dyrektorską krytykę.

Tak to trwa, aż do czasu, gdy… Oj, nie będę zdradzał suspensu. Nie jest on znowu taki skomplikowany. Pomysł autora zasadza się na niewłaściwym zrozumieniu słów, które kątem ucha zostały przez nas zasłyszane. Niewłaściwe zrozumienie usłyszanych zdań, nie posiadanie pełnej wiedzy skąd pochodzą i czego dotyczą, wpływa na nasze samopoczucie.

Tagi: komiks, Pan Pikulik i nieporozumienie w zoo, recenzja.