Zakręciła mną ta powieść! Od początku bardzo mocno i może dlatego upadek końcowy trochę mnie zabolał. Powiem wprost – miałam pretensje do autora, że dopuścił prozę życia, która mnie z tej enigmatycznej podróży z powrotem ściągnęła na twardy, prozaiczny grunt współczesności. Bo na początku było cudownie tajemniczo.

Gdziekolwiek bym się nie obróciła, dokądkolwiek nie zajrzała, w którąkolwiek stronę nie spojrzała – wszędzie widziałam zagadki i wskazówki do kolejnego rebusu. A to wydrapane na poręczy fotela denata, a to w ułamanym ramieniu krzyża, a nawet w Gwiazdozbiorze Łabędzia. Wszystko miało znaczenie. Nawet tytuły i podtytuły rozdziałów (Confiteor, Cygnus, Misterium fidei, Sanctus), których znaczenia dosłownego i kontekstowego dowiadywałam się w trakcie czytania. A żeby było jeszcze bardziej tajemniczo, akcja powieści toczyła się w czasie teraźniejszym i przeszłym. Łączył je wątek historyczny, sprytnie sugerujący jego ciągłość, którego spadkobiercami zostali alumni w seminarium duchownym we współczesnych mi czasach.

Węszyłam Wielką Tajemnicę! Nie wiedziałam, że to dopiero początek tego zakręcenia, że będzie dużo więcej tych zagadek, również kryminalnych, do rozwiązania, ale i fascynującej przygody w czasie i przestrzeni. Nie tego też spodziewali się główni bohaterowie, archeolożka Ewa i dziennikarz Tomasz, których połączyły niebezpieczne wydarzenia mnożące się w kościołach miast Wysoczyzny Elbląskiej i jej okolic. Dziewczyna przyjechała do Kwidzyna w ramach projektu badawczego, podczas którego odkryto zupełnie inny niż zakładano obiekt badań oraz zwłoki miejscowego proboszcza, a Tomasz Horn miał nieszczęście (a może szczęście?), zostać poszkodowanym w kolizji drogowej właśnie przez Ewę. Od tej pory stali się przypadkową i nieformalną parą detektywów-amatorów pojawiających się w miejscach, do których nie zaglądał oficjalnie powołany do tego policjant Matejuk. Miałam więc ogląd toczącej się akcji z wielu stron, bo i bohaterów było dużo, a wątków przez nich odkrywanych do splecenia jeszcze więcej.

Tagi: „Ornat z krwi”, recenzja, Beśka.