Polscy dystrybutorzy podjęli świetną decyzję, aby za przykładem kilku innych krajów najnowszy obraz Spike’a Jonze’a wpuścić na ekrany kin właśnie w Walentynki. To wyjątkowo niebanalny film o miłości, przy którym pozostałe okazjonalne romansidła będą wypadać pretensjonalnie i nawinie.

Nie dajcie się jednak zwieźć plakatom – to nie będzie tradycyjna opowieść o zakochaniu, w końcu Spike Jonze nie byłby sobą, gdyby troszkę sprawy nie zagmatwał. Porusza bardzo poważne aktualne tematy i nieustannie stawia trudne pytania, dlatego niejednokrotnie zmusza widza do głębszej refleksji. Ale nie ma się czego bać, Ona oferuje wszystko, co dobre love story powinno oferować, dlatego jeśli zamierzacie spędzić walentynki w kinie, to będzie najlepszy filmowy wybór.

Historia jest prosta. W niedalekiej przyszłości Theodore – nasz bohater – rozwodzi się z żoną, a samotność popycha go ku melancholii. Jego grafik składa się z pracy, wzdychania i zanurzania się w internetową pornografię. W pewnym momencie zakupuje nowy system operacyjny, który cechuje się sztuczną inteligencją i nazywa się Samantha. Uwodzicielskim głosem rozkochuje w sobie Theodore’a. Bohater angażuje się w najbardziej niezwykły filmowy związek od czasu „Miłości” Larsa. A Spike Jonze przedstawia tę swoją absurdalną opowieść z gracją, umiarem oraz subtelnością, które przydają tej historii autentyczności, pozwalając widzowi zaangażować się w problemy bohaterów.

Przed seansem sądziłem, że nie da się naturalnie i bez bzdurnej sztuczności przedstawić na ekranie więzi łączącej człowieka z komputerowym głosem, lecz to, co zrobili w tym filmie Joaquin Phoenix i Scarlett Johansson jest po prostu niesamowite.

Tagi: Ona, film, recenzja, miłość, dramat, komedia, Joaquin Phoenix, Amy Adams, Rooney Mara, Scarlett Johansson.