„Lone Survivor” to produkcja, która powstała na podstawie powieści autorstwa Marcusa Luttrella, tytułowego ocalonego, który po tych dramatycznych wydarzeniach postanowił się podzielić ze światem tym, co wtedy przeżył. Rozpoczęcie zdjęć przez długi czas było odkładane. Ostatecznie film został zrealizowany, częściowo za pieniądze aktorów, a reżyser zgodził się pracować za najniższą gażę, dopuszczoną przez związki zawodowe. Produkcja opowiada historię nieudanej akcji Navy Seals w górach Afganistanu. Operacja Red Wings miała na celu zabicie przywódcy Talibów Ahmada Szaha. Czterech snajperów elitarnej jednostki stoczyło zacięty bój z ponad setką Talibów. Z całej drużyny niestety przeżył tylko Marcus Luttrell.

Produkcja Berga rozpoczyna się od pokazania trudów szkolenia oddziałów Navy Seals. Kilka tych ujęć od razu nasuwa widzom porównanie do filmu Ridley’a Scotta „G.I. Jane”, ukazując całą istotę tego trudu i poświęcenia jakie wiąże się z elitarnym szkoleniem. Reżyser chciał tym wstępem pokazać stopień wyszkolenia i wytrzymałości żołnierzy Navy Seals, aby potencjalni widzowie łatwiej mogli uwierzyć to, co będzie pokazane w trakcie filmu. Niestety pomimo to kilka późniejszych wątków wydaje się być odrobinę przesadzonych. Szczególnie w scenie, w której żołnierze spadają z góry i jeden z nich uderza głową o skałę, wychodząc tego prawie bez szwanku. Oczywiście można polemizować na ten temat, nie zmienia to jednak faktu, że reżyser chyba się odrobinę zagalopował i zamiast jak najbardziej urealnić sceny walki, dał się ponieść wyobraźni.

Poza kilka pojedynczymi sytuacjami, przyznać trzeba, że „Lone Surivor” jest zrealizowany całkiem przyzwoicie. Najbardziej w oczy rzuca się strona techniczna filmu. Oceniając tylko pod tym kątem, Berg zrealizował za niewielkie pieniądze prawdziwy majstersztyk. Wrażenie robią zdjęcia i dźwięk. Za dźwięk i montaż dźwięku film ten został nominowany do Oscarów. To już musi o czymś świadczyć, jednak jest to bardziej zasługa operatora, dźwiękowca i montażysty niż samego reżysera, który przedstawioną historią nie do końca potrafi przekonać widza, sprawiając wrażenie odrobinę oderwanej od rzeczywistości. Przede wszystkim akcja dzieje się za szybko i to w sposób bardzo nienaturalny. Z jednej strony mamy sprawnie zrealizowaną bitwę, a z drugiej absurdalne sytuacje, które raczej nie miały prawa mieć miejsca. Ocalony niestety obnaża brak doświadczenia reżysera, któremu, mimo szczerych chęci zabrakło konsekwencji w działaniu.

Tagi: Lone Survivor, film, Marcus Luttrell, Ridley Scott, Ocalony.