Zaczynam nie nadążać! A dokładniej – za czytelniczymi wyborami mojej zaprzyjaźnionej młodzieży. To dla mnie niepokojący objaw, ale też i pożyteczny sygnał do skorygowania spojrzenia na to, co czyta. A czyta nie tylko fantastykę, młodzieżówkę czy romanse, ale i te o życiu. Jednak nie tylko o tym z własnego podwórka, pełnego problemów nastolatków wchodzących w świat dorosłych, ale i o tym z naszego, dorosłych. Żeby tylko przyglądała się naszym zmaganiom z codziennością, ale zagląda nam na nasz margines patologii, oceniając nas, jak sobie z nią radzimy. Z tym ostatnim bywa różnie.

Czego dowodem jest ta publikacja. A trafiła ona do mnie dzięki siedemnastolatce, zachwyconej jej treścią – że wciągnęła, że nie potrafiła oderwać się od niej, że prosta w odbiorze i że koniecznie powinnam ją przeczytać. Propozycję pożyczenia przyjęłam bardziej z ciekawości i troski, co ją tak wciągnęło niż samej treści. Unikając takich pozycji, wychodziłam z brutalnego założenia, który wpoił mi bezwzględny dla świata przestępczego znajomy, niezmiennie powtarzający mocne słowa na wieść o kolejnych porachunkach mafijnych – niech się wybiją, o jednego bandziora mniej! Po tej pozycji z całą pewnością nie mniej, bo ich głowy odrastają niczym legendarnemu smokowi, a brak wiedzy na temat przestępczości zorganizowanej może pozwala spokojnie spać, ale na pewno nie zwalnia z obowiązku poznania jej istoty, która ma ostatecznie wpływ na moje życie.

Uświadomienie sobie tego to nie jedyne zaskoczenie. Drugim była przystępność treści. Wcale, jak mnie uprzedzała Beata, nie była łatwa w odbiorze. To nie był prosty wykaz czy alfabet (chociaż skorowidz nazwisk jest umieszczony w epilogu), jak głosi tytuł, najważniejszych przestępców, co zresztą zastrzegli sobie sami autorzy we wstępie, pisząc – „Alfabet mafii” nie jest leksykonem grup przestępczych w Polsce. To było przedstawienie historii rodzenia się i rozwoju przestępczości w Polsce od czasów komunistycznych poprzez lata przemian ustrojowych aż do 2013 roku. Przy czym, jak zaznaczyli autorzy, ukazali subiektywną historię polskiej odmiany mafii, jaką znamy z ulicy, a nie tajnych archiwów.

To podejście okazało się dla mnie bezcenne w budowaniu własnego spojrzenia i formułowaniu niezależnych wniosków, na podstawie wywiadów z poszczególnymi przestępcami, członkami ich rodzin, żonami ofiar czy policjantami. Mogłam sama, bez odgórnie narzucanych ocen, formułować własne konkluzje, a przy okazji wniknąć w sposób myślenia przestępców. W ich odwrócony świat moralny, w którym każdy z nich był w gruncie rzeczy dobrym człowiekiem, a pojęcia bandyta i gangster rozgraniczała przepaść wielkości kanionu. Dla mnie nie było żadnej różnicy, a dla nich tak. Ale żeby te podsumowania tworzyć, musiałam uważnie skupić się na skomplikowanych powiązaniach personalnych wynikających z niezwykle zagmatwanej i poplątanej sieci kontaktów, zależności i układów międzyludzkich. Zarówno osobistych, zawodowych, jak i politycznych. Te ostatnie bardzo silne w latach 90., kiedy dla podziemia przestępczego zaczął się właśnie okres prosperity, a układy w policji, w prokuraturze, z dobrymi prawnikami, a także sędziami były normą. Tylko ogromnemu doświadczeniu dziennikarzy śledczych i ich zdolnościom jasnego przekazu spraw trudnych i skomplikowanych, zawdzięczam ogarnięcie i zrozumienie treści tej publikacji. W tym momencie podziwiam szybkość logiki Beaty.

Tagi: Nowy alfabet mafii, Alfabet mafii, przestępczość, książka.