Od bardzo dawna siedzę po uszy w muzyce filmowej. Nie ma dnia, żebym czegoś nie słuchał. Idę na pocztę – „Incepcja”. Do warzywniaka – „Why so serious” z Batmana. Wieczór w domu – wio z „Aferą Thomasa Crowna”. Muzyka filmowa ma niesamowitą zdolność zmieniania sytuacji zwyczajnych w niezwyczajne, jeśli ktoś ma bujną wyobraźnię (albo nie wziął swojej codziennej dawki leków…).

Od niedawna eksploruję sobie jeszcze zagłębie muzyki z gier komputerowych i coraz bardziej nie mogę uwierzyć, jakie tam można znaleźć perły. Nie wspominam już nawet o klasykach typu „Diablo II” czy starym „Quake’u”, to dinozaury. Od niedawna gry budżetami równają się z filmowymi produkcjami hollywoodzkimi (CoD MW2 miał budżet 200 mln dolarów!), więc nic dziwnego, że i kompozycje muszą trzymać poziom.

Kilka ostatnich moich znalezisk (odsłuchy w linkach):

1) LA Noire. Po prostu magia. Kino noir w klasycznym wydaniu. Andrew i Simon Hale sięgnęli do najlepszych wzorców niepokojącego, wieczornego jazzu towarzyszącego kinu gangsterskiemu lat 40.

Tagi: muzyka filmowa, „Why so serious”, „Incepcja”.