„To nie miały być zwykłe wakacje – to miały być wakacje w Barcelonie”. Gdy w tak niesamowitym, dynamicznym mieście wyląduje grupka Polek zafascynowanych flamenco, o nudzie nie może być mowy. Zwłaszcza, gdy do czerwoności rozpala nie tylko katalońskie słońce, ale i przystojny instruktor, co prawda profesjonalista, lecz także i mężczyzna. A może mężczyzna przede wszystkim. Gorącokrwisty Hiszpan z uwodzeniem we krwi. Przedmiot pożądania niejednej kursantki. Paco, boski Paco, w tłumie kobiet dostrzegł tę, w której oczach znalazł coś, co przywołało bolesne, ale i piękne wspomnienia.

Paco skrywa w sercu tajemnicę. Choć nie chce wracać do przeszłości, spotkanie z Ewą, jedną z kursantek z warsztatów flamenco w Poznaniu, przypomina mu o tym, od czego uciekł z Madrytu do Barcelony, przywołuje to, co kazało mu się rzucić w świat tańca, w wir pracy. Wspomnienia atakują znienacka. Trudno w takiej chwili uspokoić oddech i tak po pozbyć się ich, spłukując je po zajęciach pod prysznicem jak zły sen lub krople potu.

Ewa jest mężatką w tym trudnym okresie, w którym w związku temperatura osiąga najpierw tę z lodówki, w końcu tę z zamrażarki. „To było niczym przeznaczenie. Wszystko ku niemu zmierzało. Od kilku lat. Ona czegoś nie zauważyła, on czegoś nie powiedział… Powoli oddalają się od siebie. Rósł mur, nierozwiązane problemy olbrzymiały. I w końcu musiało pęknąć. Jak wrzód. Tak dzisiaj o tym myślała. Że winni byli oboje. Przeoczyli siebie”. Zdrada bolała. Zmęczenie i rozczarowanie dawały się we znaki. Potrzebowała ucieczki. Nadarzyła się okazja, by polecieć do Barcelony na kurs flamenco. Gdyby mąż choć jednym gestem czy słowem dał do zrozumienia, że chce, by została, Ewa nie wahałaby się ani chwili. Wszystko wyglądałoby inaczej.

Gośka jest przyjaciółką Ewy. Zamiast męża ma złamane serce. Wie, czym pachnie romans z Hiszpanem i jak może się skończyć. Hiszpański zna doskonale, o kulturze tego kraju i jego zwyczajach wie sporo. „Znasz moją teorię: południowcom nie należy wierzyć, hiszpański jest wieloznaczny, słuchaj uważnie słów i nie zapomnij o kontekście, jeśli nie chcesz się przejechać” – ostrzega koleżankę. Na nić porozumienia zawiązującą się między Paco i Ewą patrzy nieco z niepokojem, ale też robi wszystko, by nikt im nie przeszkodził. Bacznie obserwuje inne dziewczyny. Niejedna chętnie zakręciłaby się wokół przystojnego instruktora. Jedna kręci się wyjątkowo uparcie.

Marta poznała Paco trzy lata temu. „Zakochiwała się w nim z każdą minutą coraz bardziej. Nic na to nie mogła poradzić. I nie chciała”. Szukała okazji do wspólnych wyjść. Starała się zwracać uwagę na siebie podczas lekcji flamenco. Robiła co mogła, by patrzył na nią jak na kobietę, a nie uczennicę. Cieszył ją każdy dotyk, upajało każde spojrzenie. Czuła, że ma szansę zdobyć przystojnego mężczyznę i nie zamierzała wypuścić tej szansy z rąk. Do celu dążyła stopniowo, zupełnie jak myśliwy osaczający zwierzynę. Cierpliwie, powoli, wierząc w sukces, czemu trudno się dziwić – Marta była piękną kobietą.

Tagi: Anna B. Kann, "Do zobaczenia w Barcelonie", flamenco, literatura kobieca.