Nastał koniec „Trylogii o cnotach”. Ulrich Seidl poczynania seks-turystki w Kenii i religijnej fanatyczki szerzącej chrześcijaństwo dopełnia o przygody zbyt szybko wchodzącej w dorosłość trzynastolatki. Jest to temat, na pierwszy rzut oka, najbardziej błahy w otoczeniu pozostałych, mimo to najdosadniej przedstawiony i najprawdziwszy.

Reżyser jak zwykle nie stroni od drastycznych metod, ukazuje nawet najbrzydszą prawdę dołączając przez to do zaszczytnego grona twórców kontrowersyjnych. W wielu film ten może uderzyć swoją bezpośredniością, choć nie powinien. Nie powinien, bo bezpośredniość ta wynika ze skrupulatnej obserwacji otaczającego nas świata. Nie oszukujmy się, właśnie tak to wygląda. Nie zawsze, nie wszędzie, ale mimo wszystko. To studium ludzkich zachowań prezentowane bez ogródek, upiększeń i przekoloryzowań. Seidl rzuca nam surowe mięso. Sami oceńmy czy warto coś z nim zrobić.

„Niech cię Bóg ma w opiece” – mówi ciotka odwożąc Melanie na obóz dla grubasów i pędzi spacerować po ulicach z wielką figurą Maryi. Matka nie mówi jej nic, bo jest w Kenii zajęta szukaniem przygód. Dziewczyna zostawiona sama sobie wiedzę o dorastaniu postanawia zaczerpnąć od jedynie nieco starszych koleżanek. Wszystko jest infantylne i udekorowane przeciągłymi chichotami. Poza rozmowami o seksie, całowaniu, poza pierwszym piwem i papierosem, Melanie stara się schudnąć. Zrzucając zbędne kilogramy, edukowana przez przyjaciółki odkrywa samą sobie, swoje ciało i swoją seksualność. Pierwszy raz warto mieć za sobą, wszystkie inne już mają, to czemu ona miałaby być gorsza? W końcu ma już trzynaście lat! Za cel obiera dojrzałego mężczyznę, obozowego lekarza. Naiwnie wierzy, że ich relacja może przerodzić się w coś poważnego. Z uporem maniaka, z nadzieją, obsesyjnie odwiedza jego gabinet.

Tagi: nastolatki, pierwszy raz, film, Seidl.