Filmów, w których akcja dzieje się w postapokaliptycznym świecie powstało mnóstwo. „The Rover” jest kolejny do kolekcji, choć to co go poniekąd wyróżnia to wizja świata po katastrofie. Wydarzenia w filmie mają miejsce 10 lat po tak zwanej „zapaści” – łatwo jest się domyśleć obserwując przedstawiony w filmie świat, że chodzi o kryzys ekonomiczny.

Świat, który zastajemy w „The Rover” jest jak wyrzut sumienia. Byliście chciwi, żyliście pieniędzmi, oto co Wam pozostanie. Brud, krew i bezsensowna przemoc. Pokazuje do czego jest w stanie doprowadzić się ludzkość. Gorsi niż zwierzęta. Przez cały seans po głowie kołacze się pytanie, czy tak naprawdę mógłby wyglądać świat u schyłku? Najgorsze, że odpowiedź brzmi – to bardzo prawdopodobne. Nie mamy tu biegających po ulicach głodnych kanibali, czy zorganizowanych grup przestępczy walczących między sobą o panowanie nad resztką świata, mamy jednak to, co mogłoby pozostać, gdyby upadły resztki humanizmu. Bezkarność, sodomię, chaos, wyzysk i śmierć. Realna apokalipsa.

Erick (Guy Pearce) to facet bez przeszłości, który tkwi gdzieś w tym opustoszałym świecie. Nie wiemy o nim nic, skąd pochodzi, jak znalazł się w miejscu, w którym się znalazł. Kiedy grupka przestępców kradnie jego samochód, wyrusza on za nimi, by za wszelką cenę odzyskać swoją własność. Towarzyszem jego podróży będzie brat jednego ze złodziei – Rey (Robert Pattinson), którego zostawili rannego, pewni, że zginął w wyniku strzelaniny, w której brali udział. Rey wydaje się być lekko autystyczny, nie do końca panuje nad swoimi emocjami, momentami ich nie rozumie. Łatwo nim manipulować i narzucić własne motywacje. Nie rozumie jak to możliwe, że brat, który całe życie się nim opiekował zostawił go na pewną śmierć. Erick z kolei to nie jest, którego można by polubić, w oczach ma wrogość. Zachowuje się jakby nie miał nic do stracenia, a ludzie, którzy nie mają nic do stracenia bywają nieprzewidywalni. Między mężczyznami wytwarza się dziwny rodzaj przyjaźni. Mimo iż w początkowych momentach filmu są wrogami, to ta półtora godzinna podróż bardzo zbliży ich do siebie. Ale czy w świecie zbudowanym z resztek człowieczeństwa, gdzie ludzie są tylko strzępami ludzi, a świat jest tylko zarysem świata, który znamy jest jeszcze miejsce na prawdziwe międzyludzkie relacje?

„You should never stop thinking about a life you’ve taken. That’s the price you pay for taking it.”

Tagi: Robert Pattinson, Guy Pearce, kryzys ekonomiczny, The Rover, film, dramat, recenzja.