Keith Richards: „Jak powiedziałem, kiedy wprowadzałem go do Hall of Fame [1986], ukradłem każdy riff, który kiedykolwiek zagrał”.

Marek Garztecki: „Szczupły, przystojny „chłopiec z gitarą” stworzył nowy typ młodzieżowego bohatera i uznany został za jedną z najbardziej fascynujących osobowości estradowych naszych czasów. Był pierwszym murzyńskim wokalistą, który stał się idolem białej młodzieży amerykańskiej. On też jako pierwszy zrobił decydujący krok od czarnego rythm and bluesa do nowego multikolorowego tworu zwanego rock and rollem”.

W 1978 roku zbiegły się w moim życiu dwa bardzo istotne muzyczne epizody: w swojej „Tonacji Trójki” Dariusz Michalski prezentował mistrzów rock and rolla.

To wtedy pierwszy raz w dużej dawce zetknąłem się z piosenkami Berry’ego – i zwariowałem. A pod choinką parę miesięcy później znalazłem prezent od brata – książkę Marka Garzteckiego Rock. Od Presleya do Santany, a w niej krótki, ale cały rozdział poświęcony temu gitarzyście, wokaliście i kompozytorowi. I od tamtej pory wiem, że od tego faceta wszystko się zaczęło. Skończyły się rokendrolowe wprawki, zaczęło bezkompromisowe łojenie.

Urodził się w 1926 roku, był jednym z sześciorga rodzeństwa, jednak nigdy nie zaznał biedy. W 1944 roku został zatrzymany pod zarzutem kradzieży i spędził trzy lata w poprawczaku. Potem wahał się, czy zostać fryzjerem, czy muzykiem. Zwyciężyła miłość do muzyki, z którą – jak każdy Murzyn – zetknął się jako dziecko w kościele. W 1952 roku miał już swoje stałe trio. Grupa była jedną z pierwszych profesjonalnych wykonujących R&B.

Berry chciał trafić do Chicago, miasta tętniącego wtedy graniem. Dobił się do sławnego już Muddy’ego Watersa, został wysłuchany i parę dni później obaj znaleźli się w wytwórni Chess Records.

Zespół nagrał trzy utwory, a wśród nich Maybellene. Jeden z braci Chessów zasugerował zmianę aranżacji, dodanie mocnego beatu i… bomba poszła w górę. To był maj 1955 roku, utwór szybko stał się numerem jeden list przebojów w całych Stanach.

Berry koncertował w największych salach, bijąc rekordy popularności. Jeszcze w tym samym 1955 wylansował następny przebój – Roll Over Beethoven, a w kolejnych trzech latach School Day, Rock And Roll Music, Sweet Little SixteenJohny B. Goode.