Czasem zdarzają się takie filmy, w których nie można utożsamić się z żadnym z bohaterów. Jeszcze rzadziej trafia się na takie, w których bohaterów trudno lub nawet niemożliwe jest polubić. W „Mojej łodzi podwodnej” Richard Ayoade udowadnia, że nie musi to wcale dyskwalifikować danego dzieła w oczach odbiorcy ani odbierać mu przyjemności z seansu. Jego postaci, pomimo wszystkich wad, okazują się jednak bardzo interesujące.

Oliver Tate (Craig Roberts) ma piętnaście lat, prowadzi monotonne życie w miasteczku, w którym nic się nie dzieje. Nie ma dobrych przyjaciół, dysponuje za to ogromną, niczym nieograniczoną wyobraźnią. Na lekcji myśli, jak zachowaliby się ludzie z jego otoczenia, gdyby nagle zginął, udaje, że jest bohaterem własnego filmu. Wkrótce, na swoje nieszczęście, chłopak zakochuje się w niepokornej Jordanie Bevan (Yasmin Paige), która nie znosi romantyzmu.

„Moja łódź podwodna” nie jest arcydziełem, czy wyjątkowo odkrywcza w swoim gatunku. Od początku jednak niezwykle przykuwa uwagę; okazuje się niekonwencjonalną i fascynującą opowieścią o dorastaniu z perspektywy młodego ekscentryka. Wpuszcza on widza do swojego świata, jako narrator oprowadza i opowiada o nim. Taki zabieg sprawia, że seans bawi i zapewnia świetną rozrywkę. Fabuła wydaje się zupełnie nieprzewidywalna i pasjonująca. Pomimo nieco schematycznej konstrukcji, prostych i pozornie niezaskakujących motywów, film jest intrygujący i nieszablonowy. To melancholijna i pełna niewyjaśnionej tęsknoty podróż w poszukiwaniu własnej drogi. Na każdym kroku można wyraźnie odczuć towarzyszący jej niesamowity klimat osamotnienia i niepokojącej pustki.

TAGI: Moja łódź podwodna, Submarine, Richard Ayoade.