Kolejna odsłona laureata nagrody imienia Zajdla. I moje wyznanie – nic nie czytałem pana Huberatha nigdy, never, niemals, jamais. Jakim cudem to się stało nie wiem. A lubię o sobie myśleć, że jednak tę polską fantastykę znam, a tu niestety. Kolejna rzecz do poprawienia i nadrobienia.

Wracając do opowiadania. Ukazało się ono w „Nowej Fantastyce” w roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym pierwszym. I ponoć od razu rozgrzało polskich czytelników do czerwoności stawiając wielu po dwóch stronach barykady. Nadmienię tylko, że chodzi o wątek poboczny opowiadania, a dotyczący nienarodzonych, czyli aborcji. Wątek zdominował dyskusję o opowiadaniu, dlatego ja go pominę.

Zostałem wychowany w kulturze judeochrześcijańskiej, pod tą szerokością geograficzną urodzony i nie mający na to urodzenie żadnego wpływu, więc wizję Piekła i Raju współdzielę z wieloma milionami osób. Większość z nas (chyba mogę tak napisać) wyobrażenia dotyczące życia po śmierci, w które wierzy lub nie, ma dość podobne. W Piekle cierpimy męki, w Czyśćcu liczymy na poprawę, a w Niebie zaznajemy wiecznej radości i szczęścia. A jak to wygląda naprawdę (i czy w ogóle wygląda) tego nie wie nikt. Swego czasu wycieczki po Piekle, Czyśćcu i Raju oferował niejaki Wergiliusz, poeta rzymski, ale od kiedy niewdzięczny turysta z Florencji jeden taki Dante Alighieri dopuścił się ujawnienia tajemnicy wycieczki, a to co widział to opisał i opublikował, Wergiliusz przestał oprowadzać po Zaświatach.

Tak na marginesie wyczytałem gdzieś, że różnego rodzaju aktywiści chcą zakazać „Boskiej Komedii” jako dzieła rasistowskiego, antyislamskiego, antysemickiego i piętnującego homoseksualizm. Zaprawdę powiadam Wam głupota ludzka nie zna granic, a każdy kto odczytuje dawne dzieła bez odpowiedniego kontekstu historycznego, obyczajowego z tamtych czasów winien się w Piekle smażyć.