Mam słabość do czerni – z Urszulą Palusińską rozmawia Maciej Gierszewski

Z tego, co udało mi się o Pani przeczytać w internetach, to w 2010 roku obroniła Pani dyplom w krakowskiej ASP w Katedrze Grafiki Projektowej – Pracownia Form Reklamowych. I była to film animowany. Jaki?

Urszula Palusińska: Coś w tym gatunku.

Trochę zaskoczyła mnie ta Pracownia Form Reklamowych, myślałem, że raczej będzie Pani miała dyplom w Pracowni Projektowania Książki lub coś bardziej pokrewnego z ilustracją.

Pracownia Form Reklamowych na krakowskiej akademii jest reklamowa z nazwy, w praktyce uczy projektowania, rozwiązywania problemów. Wyniesiony stamtąd sposób myślenia można potem zaszczepić na różnych gruntach, np. ilustrując lub animując. Mój film dyplomowy miał, w nieoczywisty sposób, przedstawić temat bioróżnorodności. Chyba się udało, z naciskiem na „nieoczywisty”.

Nim przejdziemy do ilustracji, chciałbym zapytać o animację, bo chyba nią zawodowo się Pani zajmuje?

Tak.

Za film „Coś w tym gatunku” otrzymała Pani kilka nagród, prawda?

Tak, ale na szczęście nie były to nagrody paraliżujące rangą.

Oglądając wspomniany powyżej film, jak i Nie ma to jak w kinie czy Random, zupełnie nie rozpoznaję stylu ilustracji z książek wydanych przez Czulent, jakby obie rodzaje produkcji wychodziły spod ręki różnych osób. Ciężko tak się przestawić?

Być może z dystansu te realizacje wyglądają na niespójne, ale dla mnie one z siebie wynikają. Lubię syntezę, kontrast, intensywny kolor, mam też słabość do czerni. W filmie coraz częściej stosuję kolaż, chciałabym znaleźć swój sposób na wprowadzenie go do ilustracji. Czasem mam potrzebę spróbowania czegoś nowego, żeby nie popaść w rutynę, ale zawsze pozostaje link z tym, co robiłam wcześniej.

Tagi: Ula Palusińska, autorka animacji, wywiad.