Mówi się, że kobiety to słaba, niewystarczalna, krucha i delikatna płeć. Że same rzadko dają sobie radę i wciąż potrzebują towarzystwa w każdej dziedzinie swojego życia. I kiedy trzeba twardej ręki, silnego ramienia, odwagi, waleczności i siły zawsze przed szereg wychodzą dzielni mężczyźni, którzy robią wszystko za nie. Bo przecież najważniejsze zadanie kobiet to ładne wyglądanie, uśmiechanie się i wspieranie swych wojów, którzy za nie idą na śmierć. Czy to nie wystarczy?

Małgorzata – piękna dziewczyna wychowana przez okrutną stryjenkę i kochanego, lecz nieobecnego stryja w malowniczym Krakowie – wychodzi za mąż za miłość swojego życia, czyli przystojnego malarza Januarego. Szczęśliwa planuje już ślub i wesele, nie może doczekać się kiedy zacznie nowe, pełne przygód życie, a w przyszłość patrzy z radością. Nie martwi się absolutnie tym, że zbliża się wojenna zawierucha. Do czasu gdy pewnego poranka otrzymuje list informujący o tym, że jej ukochany postanowił ślub przełożyć i za namową kompanów zgłosić się do wojska pod wodzą Piłsudskiego. Dziewczyna z racji swojego silnego temperamentu, złamanego serca i urażonej dumy wpada w gniew i postanawia go dogonić – za honor postawia sobie odnalezienie niedoszłego męża oraz sprowadzenie go do domu. Nie przejmuje się wcale tym, że po drodze wiele będzie musiała wycierpieć, wiele zobaczyć, wiele przeżyć i zmienić cały swój światopogląd – jak sobie poradzi? Czy wszystko odnajdzie swoje szczęśliwe zakończenie?

Powiem szczerze, że od tej pozycji nie oczekiwałam wiele – można powiedzieć że nic specjalnego. Szkoda, że osoba, która projektowała tę okładkę, nie zadbała o nią nieco lepiej – myślę, że wizualnie nie przykuwa ona uwagi i raczej potencjalnego czytelnika nie zachwyca ani nie zatrzymuje na chwilę. A szkoda, ponieważ Małgorzata idzie na wojnę to perełka, która wciąga od pierwszych stron!

Tagi: Wojciech Lubawski, Tomasz Natkaniec, Małgorzata idzie na wojnę, recenzja.