Akcja piątego odcinka „Magic City” rozpoczyna się krwawą, jak się potem okaże, rozmową Butchera z Theresą. Zadaje jej retoryczne pytanie, dlaczego szpiegowała senatora, tylko po to by za chwilę zastrzelić ją na oczach Belvina.

W kolejnej scenie Danny siedzi w biurze Kleina i jest pod ogromnym gradobiciem pytań, głównie od Doug’a, którego to dzień wcześniej pchnął uniemożliwiając atak na Alberto. To właśnie jego, młodego odźwiernego z Miramar Playa rozpoznaje chłopak, a tak na przełożonego jest tylko i wyłącznie próbą uzyskania jakichkolwiek informacji. Niestety wytłumaczenie chłopaka nie działa na prokuratorów, którzy każą mu się nie pokazywać narazie w biurze.

Pomimo to za wychodzącym Dannym wyskakuje Klein, który po prawie jak stary kumpel prosi go, aby się wyspał, pogadał z własną dziewczyną i jutro punkt ósma rano zameldował się jeszcze raz. Widać, że Klein nie chce tracić sojusznika i Danny nie podejrzewa jego złych zamiarów.
Po wyjściu z prokuratury udaje się na pogrzeb Alberto. To właśnie tam poznaje Rivasa, który wcale nie kryje się z przebywaniem w towarzystwie jego dziewczyny. Jeżeli zaś chodzi o Mercedes, po informacji, że Danny był na miejscu śmierci jej kuzyna wpada w histerię. Nie może uwierzyć, że syn Evansa nic nie zrobił, aby zapobiec tragedii.

W Miramarze, Vincent, niczym dowódca armii przemawia do zgromadzonego personelu. Opowiada, że nie powinni zapominać, za co Alberto oddał życie. Nie chodzi tu wcale o miejsce, które się nie liczy. Chodzi o idee wyzwolenia Kuby z rąk Castro o którym marzy każdy z nich. Całości przypatruje się z niepokojem Ike, który martwi się o przyjaciela. Okazuje się, że Alberto był kuzynem głównego managera hotelu. Napędzany kolejną śmiercią członka rodziny wchodzi w sojusz z El Tiburonem, przyłączając się do walki o wolną Kubę.