Po dwutygodniowej przerwie wreszcie kolejny odcinek Magic City!

W porównaniu do poprzedniego epizodu, w którym tylko wspomniano o Sy Bermanie, tym razem mieliśmy wreszcie konkretną rozmowę gangstera z Ikem przez telefon. Lubię jego rolę i dialogi, a tym razem wreszcie pokazał kły. Wyjątkowo spokojnie przyjął otwartą ofertę hotelarza, aby ten odpalał mu milion dolarów tygodniowo z zysku hotelów na Kubie. Tylko, że Sy to ewidentnie gość, który już słyszał takie coś i Evans nie robi na nim wrażenia. Tłustą propozycję kwituje zwykłym „zobaczymy”, ale gdy Ike wspomina o pożyczce miliona dolarów na wkupne dla Castro to szybko rzuca słuchawką.

Podczas rozmowy pojawia się nam krótki przerywnik. Mamy 1924r, mały Ike schowany w szafce przygląda się jak Arturowi obrywa się od Sy. Z perspektywy dzieciaka widzimy tylko nogi, ale po głosach można poznać, że nawet tak dawno temu Artur miał już kłopoty z gansgsterem i z czego udało mu się wywinąć. Między innymi dlatego tak bardzo ostrzegał go przed wejściem w zatarczki z mafią i co najważniejsze, jest tego żywym przykładem.

Mogło by się wydawać, że milion, który musi skołować Ike na wkupne do kubańskich hoteli nie będzie wielkim wyzwaniem. Jednak sytuacja przedstawia się znacznie mniej kolorowo. Sy rzucając słuchawką nawet nie chciał o tym słyszeć, finansowe wsparcie Meg już i tak zostało nadwyrężone. Butchera nie wymieniam, bo wojna z nim staje się coraz bardziej otwarta. Tym bardziej teraz, kiedy Belvin odkrywa karty Evansa i sprzedaje informacje o dealu na Kubie.