Wydana w 1962 roku powieść Keseya obecnie uznawana jest za klasykę gatunku. Jest swoistego rodzaju pochwałą wolności i sprzeciwu wobec tyrani. Autor opowiadając nam zwyczajną i niedługą historię rozgrywającą się na jednym z oddziałów szpitala psychiatrycznego, pozwala poczuć nam na własnej skórze atmosferę tamtych lat, gdzie elektrowstrząsy i lobotomia były czymś ogólnie stosowanym, a prowadziły do zniewolenia człowieka.

Czasy się zmieniły, sposoby także, jednak jednostka nadal jest pod presją silniejszych, co w dzisiejszych czasach bardzo się rzuca w oczy. Z tej perspektywy możemy patrzeć na powieść Keseya jako dzieło uniwersalne i ponadczasowe.
Narratorem powieści jest jeden z pacjentów szpitala. Udający głuchoniemego Indianin, zwany przez pielęgniarzy „Wodzem Szczotą”. Wszystkie wydarzenia ukazane są z jego perspektywy, a dzięki temu, że wszyscy mają go za niesłyszącego jest w stanie opisać to, co dzieje się wśród pacjentów jak i wśród pracowników. Pewnego razu do szpitala trafia McMurphy – szuler, dziwkarz i zabijaka, pragnący wymigać się od wyroku udając wariata. Niestety wydaje mu się, że przesiedzi tu tyle czasu ile zasądzono mu wyroku, a czas poświęci na wygłupy oraz grę w karty. Szybko jednak zmienia swoje podejście, gdy okazuje się, że zostanie tu dopóty, dopóki nie uznają go za wyleczonego. Tymczasem zadziera z siostrą oddziałową, uosobieniem dobroci, a zarazem perfidną sadystką, która nie odpuści dopóki go nie złamie.

Powieść Keseya jest niemal zapisem biblijnej walki Dawida z Goliatem. Z tą jednak różnicą, że Goliat tym razem zwycięża, miażdżąc swojego przeciwnika. W tym przypadku Goliatem jest siostra oddziałowa reprezentująca opisywany przez narratora kombinat, sprawujący wręcz totalitarną władzę. Dawidem zaś jest McMurphy, który najpierw z przekory postanawia przeciwstawić się siostrze Ratched. Początkowo radzi sobie całkiem nieźle. Niestety im bardziej chce walczyć i przekonuje do siebie resztę pacjentów, tym bardziej jego przeciwniczka wymyśla nowe sposoby, żeby go ośmieszyć i zdyskredytować w oczach pozostałych. Jak się później okazuje jego walka z góry była przegrana, ale to dzięki niemu wielu z pacjentów odzyskało wiarę w swoje siły. W ten właśnie sposób Kesey udowadnia swoim czytelnikom, że warto podjąć walkę, choć z góry skazana jest na porażkę. Z tej perspektywy symboliczna jest scena w której McMurpchy zakłada się z pozostałymi pacjentami, o całą swoją gotówkę, że podniesie ważącą ponad sto kilo łaźnię. Gdy mu się to nie udaje, wszyscy się z niego śmieją. Odpowiada im tylko: ja chociaż spróbowałem, zamykając wszystkim buzię. Ta właśnie scena oddaje całą wartość powieści. Kesey przekonuje nas, że nigdy nie wolno się podawać. Zawsze jest nadzieja, dopóki choćby jedna jednostka wierzyła i walczyła.

Tagi: Lot nad kukułczym gniazdem, Ken Kesey, recenzja, książka, powieść obyczajowa.