Gdyby dotarł do mnie jakiś ankieter i spytał jakiej stacji radiowej słucham, to chyba długo bym się zastanawiał nad odpowiedzią. Jeszcze kilka lat temu to było dla mnie istotne – miałem swoje typy, ulubione playlisty, prowadzących i za nic bym nie zmienił częstotliwości.

A teraz? Jakoś mam wrażenie, że większość stacji równa poziom i to niestety w dół, coraz mniej oryginalności, audycji autorskich, a w muzyce miło słucha się rzeczy, które już się zna, ale coraz trudniej o nowe perełki muzyczne. A przecież to dzięki jednokrotnemu przesłuchaniu gdzieś jakiegoś jednego numeru odkrywałem takich wykonawców jak Train, Gotye, Coldplay, Beirut. Niektórzy okazywali się artystami jednego numeru/płyty, a inni zostali ze mną na dłużej. W tej chwili więcej informacji i odkryć wszyscy czerpiemy z sieci.

Jednym z wyłowionych ostatnio i przemiłych w słuchaniu wykonawców jest właśnie Tom Odell, którego debiut w wersji deluxe (dodatkowych 5 numerów) udało się dorwać. Pierwsze skojarzenie – oczywiście Coldplay, choć tu mniej gitar i rocka, a więcej pianina i grania akustycznego. Ale głos młodziutkiego Odella jako żywo chwilami przypomina wokal Chrisa Martina.

Tagi: radio, muzyka, Long way down, Tom Odell, Train, Gotye, Coldplay, Beirut.