Panna Dorosła w wielkim mieście.
Znacie to uczucie wszechogarniającego smutku tuż po skończonym seansie? Niechęć do wszystkiego, niemoc i zupełna dezorientacja – bo co tu ze sobą począć? Nie dzieje się to często, ale kiedy już trafi się na taki film, ochota na rozpracowywanie go całkowicie znika, czuje się go, ma się go w głowie i kompletnie nie wie się co z nim zrobić.

Ostatni raz przytrafiło mi się to, wcale nie tak niedawno, przy Boys don’t cry. Biorąc się za Little Birds nie spodziewałem się, że uczucie to znowu się we mnie obudzi, nie byłem gotowy na przytłaczający obraz niedojrzałości, bezsensu życia i ogólnej beznadziei. Film Elgina James’a (jego pierwszy i jedyny film!) sprawił, że na moment wszystko inne straciło znaczenie, a ja – w środku tej historii – siedziałem zupełnie obezwładniony, mogąc jedynie przyglądać się pękającej mydlanej bańce marzeń i wyobrażeń o idealnym, bajkowym życiu. Patrzyłem na to co zaobserwować można wszędzie, bez względu na to czy mieszka się w Polsce, Francji, Ameryce czy Chinach – na infantylną próbę wyrwania się ze swojego nie-życia, ze swojej bezprzyszłościowej egzystencji.

Jest to historia dwóch dziewcząt – Lily i Alison – mieszkających w odludnym, martwym miasteczku, w którym jedynym zajęciem jest bezsensowne włóczenie się po piaskowych drogach otoczonych zupełną nicością. Brak perspektyw, jakiejkolwiek motywacji. Lily nienawidzi tego miejsca, wylęgarni nic nieznaczących, odciętych od świata ludzi, których największą aspiracją jest praca w kawiarni czy stajni. Jest już prawie dorosła, na tyle dojrzała, że może wziąć los we własne ręce, nie zmarnować życia w tej przygnębiającej dziurze. Za to Alison jedynie chce mieć przyjaciółkę, ma wiele marzeń, ale jest też wdzięczna za to co ma. Kiedy spacerując po plaży poznają kilku skaterów z Los Angeles, Lily pada ofiarą uroku ich wielkomiastowości. Chce wyjechać, zostawić za sobą przeszłość, matkę, ich mały dom, swój, wypełniony zabawkami, pokój. Chce zaznać prawdziwego, wielkiego życia. Namawia przyjaciółkę na wyjazd do L.A nie zdając sobie sprawy z bezsensowności, naprędce podjętej, decyzji i niebezpieczeństw czyhających na nie w wymarzonym świecie.