Myślę, że wiele moli książkowych ma podobne marzenia. Chcemy czytać książki, które wciągną nas do swojego świata. Szukamy bohaterów, których emocje nas poruszą. Pragniemy, w zależności od nastroju, wartkich akcji, głębokich myśli, rozrywki pomagającej oderwać się od rzeczywistości lub wiedzy, która uczyni nasz świat bogatszym.

Zatracając się w historiach zawartych między okładkami, czujemy się szczęśliwi. Wielu z nas chciałoby widzieć się w otoczeniu książek nie tylko po pracy, ale także móc połączyć pasję z życiem zawodowym. Marzenia o własnym antykwariacie lub przytulnej kawiarni, w której można nie tylko spędzić miło czas nad filiżanką napoju, ale także podyskutować o literaturze i zaopatrzyć się w lektury, towarzyszą nam niezwykle często.

Wendy Welch nie poprzestała na marzeniach. Wraz z mężem postawiła wszystko na jedną kartę. Kupując w Wirginii edwardiańską posiadłość (z pięcioma sypialniami i trzema łazienkami, z których tylko jedna działała, skrzypiącymi drewnianymi podłogami i przeciekającym dachem), małżonkowie nie mieli pojęcia o prowadzeniu księgarni. Pieniędzy też. Za to nie brakowało im entuzjazmu.

W nowym miejscu, jako przyjezdni, nie mieli łatwo. Tak to jest w tych zżytych, niezbyt dużych miejscowościach, w których każdy zna każdego i wszyscy o wszystkich wiedzą. Wszystko, oczywiście. Ludzie z ciekawością zaglądali do nowych sąsiadów, ale pukali się po głowach: Księgarnia? Zwariowaliście!

„Księgarenka w Big Stone Gap”. O przyjaźni, wspólnocie i nadzwyczajnej przyjemności z dobrej książki nie jest romantyczną opowieścią o małżeństwie miłośników literatury, którzy spełniają swoje młodzieńcze marzenie o kąciku dla bibliofilów pełnym wspaniałych książek z duszą – używanych, ale wciąż jeszcze pożądanych, opowiadających nie tylko historie własne, ale także i swoich właścicieli. Oczywiście i tego w tej historii nie zabrakło, ale Wendy Welch pisze przede wszystkim o tym jak wraz z Jackiem, zderzyła się z niełatwą rzeczywistością – w czasach czytników i dostępu do rozmaitych rozrywek, w niewielkim, zamkniętym w sobie środowisku, zakładanie księgarni z używanymi książkami zakrawa na szaleństwo. Trudno się dziwić zdumieniu mieszkańców, którzy choć docenili entuzjazm małżonków, nie wróżyli im zbyt długiej kariery sprzedawców książek. Welchowie udowodnili, że o marzenia walczyć warto, bo choć sam optymizm nie wystarczy, a przeciwności lubią się piętrzyć, to tak naprawdę mało wartościowych rzeczy przychodzi nam ot tak, bez wysiłku. O większość trzeba się postarać.

Tagi: Wendy Welch, księgarnia, dom, "Księgarenka w Big Stone Gap", marzenia, posiadłość.