W sierpniu do polskich kin zawitał jeden z hitów tegorocznego festiwalu Sundance – „Królowie Lata”. Jest to historia trzech młodych kolegów, którzy nie potrafią dogadać się z rodzicami. Uważają, że są w najlepszym okresie aby się usamodzielnić i wejść w dorosłe życie. Niestety każda próba pokazania, że nie jest się już dzieckiem kończy się awanturą.

Któż z nas tego nie przeżył? Temat jak najbardziej aktualny w każdym pokoleniu, ale też przedstawiany w kinie już wiele razy z różnym skutkiem. Tym razem jednak reżyser Voght-Roberts i scenarzysta Chris Galletta udowadniają, że nawet z mocno wyeksploatowanego tematu można wycisnąć jeszcze trochę świeżości, a powielane schematy i utarte konwencje nie muszą niszczyć wydźwięku produkcji.

Dla porównania pierwsze, co przyszło mi na myśl w trakcie oglądania „Królów Lata”, to polska komedia „U Pana Boga za Piecem”. Mimo że fabuły filmów różnią się całkowicie, to posiadają podobny klimat. Przede wszystkim rzuca się w oczy sposób ukazania natury, oparty na sielskości i beztrosce. Twórcy na pewno w pierwszej kolejności chcieli pokazać film o nastolatkach, jednak fabuła jest także pretekstem do opowieści o urokach sielankowego życia w zgodzie z naturą. Do ukazania tego majestatycznego świata w dużej mierze przyczynił się Ross Riege. To jego zdjęcia oddają ten wspaniały baśniowy klimat lasu. Widz zachwyca się każdą chwilą spędzoną na łonie natury.

Tagi: „Królowie Lata”, dorastanie, wakacje, koledzy, komedia.