Pan po mojej prawej: wszystko. Kto da więcej? Nie robi się już filmów takich jak przed czterdziestoma, pięćdziesięcioma, sześćdziesięcioma laty. Filmów stojących elegancją, obezwładniających szykiem, zapierających dech w piersiach swoją podniosłością.

Współczesnym twórcom niezwykle trudno osiągnąć ten efekt, inna sprawa, że niewielu ma takie aspiracje. Kilka razy udało się to Romanowi Polańskiemu, ostatnio w „Autorze Widmo” w roku 2010. Dziś mamy możliwość podziwiać dzieło, które spokojnie mogłoby stanąć obok jego filmów, ale i obok perełek sprzed kilku dekad. Twórca, Giuseppe Tornatore, jest reżyserem klasycznym, a swoim „Koneserem” składa hołd rzetelnemu, staremu dobremu kinu.

Nie jest to ani typowy romans, ani typowy thriller, choć bezapelacyjnie pełnymi garściami czerpie z obu tych gatunków. Wciąga on widza w świat intryg, wobec którego ten nie może pozostać obojętnym, pozwalamy na tę swoistą grę, mając nadzieję na poznanie wszystkich tajemnic.

Świat ten pełen jest drogocennych dzieł sztuki, antyków, za które kolekcjonerzy są w stanie zapłacić grube pieniądze. Historia skupia się wokół powszechnie szanowanego licytatora i konesera sztuki – Virgila – który bez wahania wycenia obrazy i rzeźby, przed którym nie umknie żaden szczegół świadczący o ich wartości. Zupełny brak życia prywatnego stara się zatuszować nawałem pracy, której poświęca się całkowicie.

Pewnego dnia dostaje tajemniczy telefon, dzwoni kobieta prosząca o wycenę jej kolekcji. Koneser odwiedza wielką posiadłość pełną antyków wartych krocie, jednak nie jest mu dane poznać ich właścicielki. Okazuje się, że Claire cierpi na agorafobię i nic nie przeraża jej bardziej, niż opuszczenie bezpiecznego schronienia i kontakt z innymi ludźmi. Między dwójką bohaterów rodzi się trudne do sklasyfikowania uczucie, pełne sekretów po jednej jak i po drugiej stronie.