Zastanawiam się, czy to moja ekscytacja filmami staje się coraz mniejsza, czy jednak może kino ma coraz mniej do zaoferowania. Rok temu podobnie jak teraz przyglądając się tamtemu okresowi, narzekałem na brak jakości. Choć 2012 przyniósł wiele fajnych, dobrych obrazów, to jednak wszystko w jakiś sposób rozczarowywało. Teraz jednak dostrzegam jak znakomitymi dziełami były zrealizowane wówczas chociażby „Django” czy „Mistrz”.

A co z rokiem 2013? Czy jakikolwiek film nakręcony w ubiegłym roku zbliżył się jakością choć odrobinę do tamtych perełek? Owszem, powstało kilka produkcji, które należy pochwalić i mówić o nich w pozytywny sposób, lecz zdecydowanie kinowy rok 2013 nie był rokiem arcydzieł. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że obejrzałem już wszystkie filmy z tego okresu i chciałbym żeby – gdy już doczekają się polskiej premiery – zachwyciły mnie dzieła pokroju „Zniewolonego”, czy „American Hustle”, ale szczerze mówiąc nie bardzo chce mi się w to wierzyć.

W kinie rozrywkowym to ponownie był rok odgrzewanych kotletów: wszelkiej maści remake’ów, kontynuacji oraz powielania wyświechtanej tematyki. Paramount i Marvel ciągną dalej swoją przygodę z Avengerami, w ubiegłym roku oddając w ręce widzów całkiem niezłego „Iron Mana 3″ i drugiego „Thora”. Warner Bros wreszcie pozazdrościł konkurentom rozbudowanej serii, wobec czego studio postanowiło wziąć na warsztat cykl innej komiksowej stajni. Dzięki temu w wakacje mogliśmy oglądać gigantyczną superprodukcję – „Człowieka ze Stali”, prawdopodobnie najnudniejszy i najbardziej smętny film o superbohaterze ever. Jeśli tak ma wyglądać całe Justice League, to ja serdecznie dziękuję. Ben Affleck w roli Batmana też nie zachęca. Na drugim planie były także inne filmy z komiksowymi superbohaterami – słabiutki Wolverine, beznadziejny Kick-Ass 2 , czy G.I. Joe.

Spójrzmy na pozostałe najgłośniejsze rozrywkowe produkcje ubiegłego roku, o których nie wspomniałem wcześniej: „Hobbit: Pustkowie Smauga”, „Elizjum”, nowe „Igrzyska Śmierci”, „Pacific Rim”, „Szybcy i wściekli 6″, „Kac Vegas III”, „Niepamięć”, „Iluzja”, „World War Z”, „W ciemność. Star Trek” i tak dalej. A teraz zastanówmy się, czy którykolwiek z tych królujących na ekranach kin filmów prezentuje jakąś nową jakość, świeżość, pomysł? Absolutnie nie. Oczywiście, nawet jeśli większość z nich sprawdza się jako dobra rozrywka i dostarcza widzom godziny świetnej zabawy, to jednak nie wystarczy aby się nimi zachwycać, bo to wszystko niestety już było – ot, zmieniają się tylko tytuły i bohaterowie. Twórcy kina rozrywkowego babrzą się od lat w tym samym błocie, wyciągając pieniądze od spragnionych zabawy widzów, wymachując tymi samymi aktorskimi gębami i ogranymi motywami. Ba!, nie straszne im nawet zarzynanie legend – byleby kasa się zgadzała.

Ale jak długo jeszcze można oglądać żałosnego Bruce’a Willisa udającego, że nadal ma cokolwiek wspólnego z Johnem McClaine’em? Jak długo można z zażenowaniem obserwować nieudolnego już Roberta De Niro, który chyba nie zna słowa „emerytura”, czy wreszcie Toma Cruise’a, któremu wydaje się, że przeżywa drugą młodość. Najgorsze jest jednak to, że nie bardzo ma ich nawet kto zastąpić. Bo nawet jeśli jest całe mnóstwo młodych, zdolnych aktorów – w co absolutnie nie wątpię, żeby wspomnieć zaledwie o Cumberbatchu, Goslingu, czy Jennifer Lawrence, którzy też mają swoje pięć minut – to jednak równie mocno promowane są takie beztalencia jak Channing Tatum, Shia LaBeouf, Chris Hemsworth i im podobni. Jeżeli takie drewna z ładną buźką mają stanowić o sile współczesnego kina, to naprawdę zaczynam się bać o jego przyszłość. Dobrze byłoby, gdyby jeszcze chociaż doświadczeni i cenieni reżyserzy sprowadzali kinematografię na właściwe tory – w końcu od nich można tego wymagać. Okazuje się jednak, że i z nimi dzieje się coś niedobrego. Marc Forster zupełnie zagubił gdzieś swoją tożsamość, del Toro nie umie już czarować, Ridley Scott od lat nie potrafi nakręcić udanego filmu, Danny Boyle zdaje się nie ma nowych pomysłów, Luc Besson zjada własny ogon, Spike Lee w ogóle powinien się wstydzić, a o biednym Shyamalanie szkoda nawet wspominać.

Tagi: filmy 2013 roku, Grawitacja, Tylko Bóg wybacza, Życie Adeli, Miłość, Kapitan Phillips, Chce się żyć..