Od czego to wszystko się zaczęło? Szukam w pamięci jakiegoś konkretnego, pierwszego muzycznego obrazu, ale – jak to zwykle bywa – znajduję nie jeden, ale strzępy przynajmniej kilku.

Mam parę lat i biorę do ręki plik bardzo starych płyt, wytwarzanych z kruchego szelaku, tych na 78 obrotów. Jedna z nich spada na podłogę i tłucze się. Z niepokojem spoglądam na rodziców siedzących obok, ale mama tylko mówi: „Nic się nie stało”.

Jakaś, jedna z wielu, popołudniowa „sesja muzyczna” – uświadamiam sobie, że dopóki rock’n’roll nie zawładnął głowami i sercami moich starszych braci, zdarzało się, iż słuchaliśmy płyt całą rodziną – pamiętam jakieś pocztówki z Małym księciem Katarzyny Sobczyk czy piosenkami Krystyny Konarskiej oraz sióstr Panas.

W drugiej połowie lat 60. pojawia się „Symfonia” – sporych rozmiarów radioodbiornik z gramofonem w jednej obudowie. Wyposażony był w tzw. magiczne oko – charakterystyczną lampę będącą wskaźnikiem dostrojenia do częstotliwości nadawania wyszukiwanej stacji. Posiadał otwieraną z góry pokrywę, w tylnej ścianie wycięty otwór, aby móc zmieścić na talerzu płytę długogrającą. Ponadto przełącznik obrotów: 78 (na najstarsze, łamliwe), 45 (na single i tzw. czwórki) i 33 i 1/3 obrotu na minutę na LP.