Ale mnie Profesor zaskoczył!
Żeby tylko to! Zamieszał, zakręcił, pobłądził (jak na tytuł przystało!), wpuścił w dżunglę historii i współczesnego życia społecznego, zmusił do myślenia, do układania się z wiedzą zmienną, ale zbudowaną na skale pewników i niepodważalnych dogmatów popartych autopsją, pootwierał szerzej drzwi uchylone, pokazał nowe, za które warto było zajrzeć, pootwierał okna, wpuszczając więcej światła i wypuszczając zastałe powietrze uprzedzeń, a przede wszystkim wzruszył do łez.

Tak, tak, oprócz poruszeń intelektualnych, irytacji wnioskami, zachwytów ujrzenia nowych spojrzeń, przesunięć i poszerzeń ich linii horyzontów, sprzeciwów i niezgody na pojmowanie niektórych zjawisk (na przykład asertywności), zdziwienia prostotą rzeczy skomplikowanych sięgnął do najczulszych strun mojego serca i zagrał na nich.

Chociaż nie było to jego zamiarem. Nie o współczucie mu chodziło, a o zbudowanie niezbędnego, wręcz koniecznego kontekstu obranego tematu rozmowy, by uczynić go bardziej zrozumiałym, by pokazać na własnym, bolesnym przykładzie, „że lekcja filozofii jest zarazem lekcją życia, to znaczy, że mądrość książkowa jest też mądrością egzystencjalną…”.

I chociaż tytuł, poprzez błądzenie, sugeruje poradnikowy charakter dzieła (a nie ma go!), to jednak ostatecznie przynosi korzyść z poszukiwań i świadomość prawa do wolności w obieraniu kierunku tych intelektualnych wycieczek. To właśnie ta, niczym nieskrępowana wolność podążania, w piętnastu rozmowach przytoczonych w tej książce, Profesora z Dorotą Kowalską, dziennikarką Polski The Times (i nie tylko!), była najważniejsza. To ona była nurtem niosącym treść rozmowy po szeroko pojętej wiedzy z różnych dziedzin nauki, jaką profesor szczodrze się dzielił. A posiadał ją nie tyle rozległą, czerpiąc pełnymi garściami z filozofii, historii, sztuki, literatury, socjologii, psychologii czy pedagogiki, co przetestowaną przez życie i nim przesiąkniętą na wskroś. Tym swoim, cudzym (ciekawa jestem jak zareagują osoby publiczne wywołane do tablicy, nie zawsze w przyjemnym kontekście?!) i tym społecznym Polaków i Polaczków ze swoimi „prawdulami”. Moim też, bo wpisywałam się w nie pięknie i niepięknie. Nie były więc to wykłady o życiu z pozycji myśliciela, który wszystko wie. To było życie ujęte w słowa, które je tłumaczyły i objaśniały jak w instrukcji obsługi.

I to jak tłumaczyły!

Zaczynając od siebie, od osoby Profesora, jego doświadczeń, jego przeżyć i emocji, mających wpływ na kształtowanie się własnych poglądów, by płynnie przejść od jednostki do społeczeństwa (ileż zjawisk w nim zachodzących zrozumiałam, od samobójstwa uczennicy Anny poprzez fenomen popularności kryminałów szwedzkich, na fascynacji Facebookiem skończywszy!); od wartości i pojęć osobistych po te ponadczasowe, powołując się na poglądy innych filozofów, uwarunkowania historyczne oraz dziedzictwo kulturowe i tłumacząc tak po ludzku, bez patosu i języka naukowego, czym jest i jakie znaczenie ma dla niego, ale i dla człowieka jako takiego: sen, dzieciństwo, los, historia, wolność, wiara, śmierć, kobieta, uczucia, zmysły, miejsce pochodzenia, pory roku, przemoc, błądzenie i przyszłość ze wszystkimi ich odcieniami pojęciowymi. Każdą z tych rozmów poprzedzał tematycznie dobrany obraz, do którego symboliki Profesor nawiązywał swoimi interpretacjami.

Mogłam z tego wybierać i tworzyć sobie recepty na szczęśliwe życie, bo profesor ich wprost nie dawał. Dawał za to wędkę, mówiąc – ”Będziesz jadł pietruszkę, uprawiał gimnastykę, nauczysz się asertywności, będziesz jeździł na narty do Szwajcarii, spędzał czas wolny tak i tak, to będziesz szczęśliwy. Będziesz żył długo i radośnie. A guzik prawda. Ja nie daję takiej recepty, zalecam błądzenie.”

Tagi: błądzenie, recepta na życie, Jak błądzić skutecznie, Zbigniew Mikołejko, Dorota Kowalska.