Jack Patrick Ryan to historyk i analityk CIA – postać stworzona przez Toma Clancy’ego. Jest także bohaterem kilkunastu powieści sensacyjnych i szpiegowskich. Pierwszy raz pojawił się w 1894 roku w książce Clancy’ego „Polowanie na Czerwony Październik”, która została zekranizowana w 1990 roku, a w postać Ryana wcielił się Alec Baldwin. Później w tej roli mogliśmy oglądać Harrisona Forda i Bena Affleca. Teraz kolej przyszła na Chrisa Pine’a. Niestety, potencjał jaki niesie ze sobą ta postać została przez niego zmarnowana, a sam film wypada dużo poniżej przeciętnej.

Bohatera poznajemy jako studenta ekonomii. Jest świadkiem zamachu na WTC. Pod wpływem emocji postanawia rzucić studia i zaciąga się do armii. Niestety jego przygoda szybko się kończy. Ryan w wyniku katastrofy śmigłowca doznaje urazu kręgosłupa. Podczas rehabilitacji poznaje swoją przyszłą żonę i zostaje zwerbowany do pracy w CIA. Wraca na studia i po dziesięciu latach dostaje pracę pod przykrywką jako analityk w jednej z firm na Wall Street. Gdy odkrywa dziwne posunięcia finansowe jednego z rosyjskich oligarchów, zostaje wysłany przez przełożonych do Rosji. Tako oto zaczyna się jego pierwsza misja. Szkoda jedynie, że do tego czasu minęła już blisko połowa filmu, w czasie której można się porządnie wynudzić. Jednak cały czas liczymy, że napięcie w końcu wzrośnie a akcja nabierze tempa. Nic z tego.

Najnowsza wersja przygód Ryana nie powstała na podstawie żadnej z powieści Clancy’ego. Choć szczerze powiedziawszy bardzo przypomina fabułę produkcji Robinsona z 2002 roku („Suma Wszystkich Strachów”). Można by nawet zaryzykować stwierdzenie że ma w sobie sporo z plagiatu. Główne wątki są takie same. Ryan dopiero co rozpoczyna swoją karierę. Zostaje zwerbowany przez CIA.

Tagi: film, recenzja, Jack Ryan: Teoria Chaosu, Jack Ryan: Shadow Recruit, Kenneth Branagh, Chris Pine, Keira Knightley, Kevin Costner, Thriller, Akcja.