Historia węgierskiej królowej, Elżbiety Batory, fascynuje mnie nie od dziś. W dziejach ludzkości dochodziło do przerażających, makabrycznych, ale i osobliwych zbrodni, jednak ta – tak niebywała – osoba najbardziej skupiła na sobie moją uwagę.

Opowieść osnuta tajemnicą i dziesiątkami niedopowiedzeń pozwala na ciągłe domysły i spekulacje. Opowieść, która urosła do rangi legendy czy mitu. Rozliczanie hrabiny z popełnionych przez nią zbrodni nigdy nie zostanie poparte solidnymi dowodami, tak samo jak wiele – setki, tysiące – innych okrutnych czynów popełnionych w przeszłości. Coraz częściej snuje się domysły na temat niewinności Elżbiety, spisku jej kuzyna – György Thurzó – choć one również nie mają żadnego namacalnego uzasadnienia. Pozostawia to otwartą furtkę dla pisarzy, filmowców i wszelkich artystów inspirujących się życie Batory – powstają książki, filmy, obrazy, nawet i gry komputerowe. Julie Delpy pozwala widzowi samodzielnie zdecydować w co wierzy ani jej nie osądzając, ani też nie zwalniając z winy.

Krótka lekcja historii (a może i krótka legenda?): Elżbieta Batory była węgierską księżną, kobietą piękną i oczytaną, płynnie władającą kilkoma językami obcymi, ale też zimną i srogą. Wydana za mąż za Franciszka Nádasdy straciła nadzieję na małżeństwo z miłości. Jednak po śmierci możnowładcy znów zaczęła bywać na przyjęciach i balach, tam właśnie poznała Istvana Turzo. Ich relacji był jednak przeciwny jego ojciec, postanowił więc nie dopuścić do rozkwitu uczuć pary. Elżbieta popadła w rozpacz po straconej miłości stając się bardziej surową i okrutną, niż dotychczas. Otuchy nie dodawały wcale płynące lata wpływające znacznie na jej wygląd.

TAGI: Elżbieta Batory, węgierska księżna, Istvan Turzo, György Thurzó.