Historia lubi się powtarzać i podobnie, jak w tamtym roku kompletnie nie rozumiałam zachwytu na „Poradnikiem pozytywnego myślenia” tak i w tym roku uważam, że „American Hustle” to jeden z najbardziej przereklamowanych filmów tego roku. I mówię to ze złamanym sercem, bo liczyłam na zachwyty.

Historia jest prosta drobny oszust Irving Rosenberg (Christian Bale) wpada w sidła trochę zanadto ambitnego agenta FBI i razem ze swoją wspólniczką Sydney Prosser (Amy Adams) podejmuje współprace mającą na celu zdemaskować polityków z łapówkarskimi ciągotami. Gdzieś w połowie intryga się rozchodzi, ale za to kolorowe lata 70 i karykaturalnie zabawne postaci pozostają na pierwszym planie i powstrzymują przed wyjściem z kina.

„American Hustle” pełen jest przerysowanych bohaterów, każdy tu udaje kogoś kim nie jest, popada w sidła własnych ambicji i wybujałych fantazji na temat tego jak może wyglądać ich życie, jeśli tylko uda im się wyrwać z przeciętności własnej egzystencji. Christian Bale świetnie odnajduje się w roli, otyłego, łysiejącego ze starannie przyklejonym na czubku głowy tupecikiem Irvinga, który tkwi z niesatysfakcjonującym związku z Rosalyn (Jennifer Lawrence) histeryczną neurotyczką, naiwną i nieogarniętą trzpiotką z wiecznie rozczochraną fryzurką.

Tagi: Amy Adams, Bradley Cooper, Christian Bale, David O. Russell, film, Jennifer Lawrence, kryminał, Oscary.