Dennis Lehane w ostatnim czasie na dobre zawitał na naszych blogach. Na „Książce pod ręką” wyraziliśmy swoje opinie na temat większości dzieł tego współczesnego amerykańskiego pisarza i zgodnie przyznaliśmy, że te historie być może nie są najbardziej wiarygodne na świecie, ale z całą stanowczością czyta się je płynnie i z niemałym zainteresowaniem.

To człowiek, który w głównej mierze operuje w gatunku kryminału czy powieści detektywistycznych. Uważam jednak, że ograniczenie go tylko do dobrego kryminału jest dla niego krzywdzące. Jego wnikliwa charakterystyka postaci, ich wewnętrznych dylematów, moralnych decyzji, wyrzutów sumienia, zagłębianie się w psychikę bohaterów, to wszystko stanowi znak firmowy Lehane’a, a jednocześnie umieszcza jego książki także w gatunku dramatów psychologicznych.

Nie ma się więc co dziwić, że ze sporą starannością jego dzieła są śledzone przez twórców filmowych. W ostatnim czasie omawiałem jedną z takich kinowych adaptacji powieści Lehane’a, „Rzekę Tajemnic”, nakręconą przez Clinta Eastwooda. Tym razem pragnę opowiedzieć o innym filmie, który powstał na podstawie książki tego poczytnego twórcy, a za reżyserię którego wziął się Ben Affleck.

Affleck dość wcześnie, bo w wieku zaledwie 20 lat, związał się z niskobudżetowym twórcą filmowym Kevinem Smithem, reżyserem i scenarzystą kultowych już „Sprzedawców”, ale dopiero udział w realizacji „Buntownika z wyboru” przyniósł mu sławę.

Wraz z Mattem Damonem otrzymali Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny do „Buntownika”, a dzieło stało się prawdziwym hitem. Wypadałoby też wspomnieć, że jego drugoplanowa rola w tej produkcji przeszła raczej bez echa w środowiskach filmowych. Ben zdecydował się kontynuować karierę aktorską z różnym efektem aż do 2007 roku. Wtedy to zadebiutował w roli reżysera, a jego pierwszym długometrażowym filmem był właśnie „Gdzie jesteś Amando?”.