Nad Wartę mam niedaleko. Wystarczy minąć kilka bloków i ruchliwą ulicę. Choć nie jestem miłośniczką spacerów, zdarzało mi się wędrować wzdłuż rzeki. Czasem bez celu. Czasami, by dotrzeć do centrum Poznania bez konieczności korzystania z transportu miejskiego. Najczęściej z aparatem, chcąc uwiecznić jesień, zimę, albo kajakarzy płynących to z prądem, to pod prąd. Żaden ze spacerów nie przypominał jednak tego, na który ruszyłam z Ryszardem Ćwirlejem i jego upiorami. Może i dobrze, bo podziwianie na wodzie kaczek to zupełnie co innego, niż znalezienie w tym samym miejscu… trupa.

Nie dość, że trup to jeszcze bez głowy. Na szczęście głowa szybko się odnajduje. I to niedaleko, bo po drugiej stronie rzeki, skąd podbierakiem do ryb wyciągnął ją pewien amator piwa i połowów.

Szczęście? Zaraz, zaraz, jakie szczęście?
„Ta głowa nie pasuje do tego ciała” – oświadcza lekarz.
To może oznaczać, że w Poznaniu grasuje seryjny morderca.

Powieść Ryszarda Ćwirleja „Upiory spacerują nad Wartą”, rozpoczyna cykl kryminałów osadzonych w Poznaniu lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Już tom pierwszy wspaniale portretuje PRL-owską rzeczywistość. Podejrzewam, że kolejne części ten obraz rozbudują, a całość złoży się na ciekawy obraz tamtych czasów.

Póki co, wróćmy jednak do Poznania z czerwca 1985 roku. Wyłowione z Warty trupy kobiet, wzbudzają uzasadniony niepokój. Plotki szerzą się w tempie plotkom właściwym, spekulacjom nie ma końca, a zespół śledczych z Komendy Wojewódzkiej MO dwoi się i troi, by złapać mordercę. Przewodzi im kapitan Marcinkowski, dumny właściciel nowiutkiego poloneza (koloru, określanego w zależności od sympatii do właściciela – piaskiem pustyni bądź sraczkowatym), miłośnik barów mlecznych i oczywiście alkoholu. Tego ostatniego przeleje się w tej historii sporo (wzmianka o dwojeniu i trojeniu nabiera w tym momencie głębszego znaczenia, a właściwie kilku głębszych). W domu, w barze, w biurze, nad rzeką. Piwa, bimbru, wódki. „Przed jedzeniem na lepszy apetyt, w trakcie jedzenia dla polepszenia trawienia i po jedzeniu, żeby się wszystko w żołądku uleżało”. No to chlup!

Ekipa Marcinkowskiego jest niezwykle barwna. Wśród pomocników kapitana jest Brodziak w ciuchach z peweksu – facet rozrywkowy, ze znajomościami w przestępczym światku, Blaszkowski – bystry, pełen zapału szeregowy, który kulturą i obyciem pasuje do nieprzebierających w środkach milicjantów jak kwiatek do kożucha oraz chorąży Olkiewicz – nasączona alkoholem kreatura o ilorazie inteligencji nieporównywalnym z nikim, kogo nie chce się obrazić.

Tagi: Ryszard Ćwirlej, "Upiory spacerują nad Wartą".