Kino zapewnia nam nie tylko niezapomniane przeżycia i emocje, ale także czystą rozrywkę i przyjemność. Nie trzeba przecież zawsze sięgać po poważny i trudny w odbiorze repertuar, który wymaga dużo skupienia i uwagi. Często lepiej można odpocząć i poprawić sobie humor, oglądając coś bardziej przystępnego o lżejszej tematyce. Do tego rodzaju dzieł należy niewątpliwie „Frances Ha”.

Frances (Greta Gerwig) ma dwadzieścia siedem lat i marzy o karierze profesjonalnej tancerki. Wciąż pracuje jako praktykantka, a chciałaby w końcu osiągnąć sukces i sławę. Nie zdaje sobie sprawy z upływu czasu i wciąż żyje chwilą. Mieszka ze swoją najlepszą przyjaciółką Sophie (Mickey Sumner), z którą uwielbia bezmyślnie spędzać czas. Są dla siebie najważniejsze i zupełnie nierozłączne. Frances musi zastanowić się wreszcie nad swoją przyszłością, gdy nagle współlokatorka postanawia się wyprowadzić.

„Frances Ha” jest niezobowiązującym i wyjątkowo optymistycznym filmem, który skutecznie umila nastrój. Historia okazuje się nieskomplikowana, ale jednocześnie pełna różnorodnych i silnych emocji. Choć nie zapewnia zaskoczeń i jakichkolwiek zwrotów akcji, wciąga i ma w sobie ogromny urok. Akcja okazuje się dość jednostajna, a wydarzenia składają się na inspirujący obraz życia pewnej szalonej, pomysłowej i trochę niedojrzałej kobiety. Z ekranu bije ogromna radość i beztroska, która sprawia, że przekaz dzieła jest niezwykle pozytywny. Brak rozwoju wątku miłosnego wychodzi mu ostatecznie na dobre i pozwala twórcom nie popaść w schematyczność. Skupiają się głównie na ciekawym motywie przyjaźni i nieustannego poszukiwania własnego miejsca w świecie. Te bliskie nam zagadnienia, chociaż tak codzienne i nieoryginalne, spajają wszystkie elementy w spójną i komplementarną całość.

Tagi: Frances Ha, optymistyczny film, recenzja, tancerka, Noah Baumbach, dramat, komedia.