Tacy z nas nieokiełznani prześmiewcy, że spośród wszystkich piątkowych premier wybraliśmy polską romantyczną komedię. Piękny dzień jakim są walentynki, usiąść wśród tych wszystkich mizdrzących się par, obejrzeć ten, nieprezentujący żadnego poziomu, film, zrobić to wszystko prześmiewczo. Bo co to może być? Kontynuacja „Dlaczego nie?”, „Tylko mnie kochaj”, „Serca na dłoni” tylko bez Zakościelnego, Żmudy-Trzebiatowskiej i Karolaka.

Jak zwykle w takich przypadkach, kiedy jestem święcie przekonany o swojej racji, prztyczka w nos dostaję, co by się zbytnio nie zapędzić. Oczywiście i tym razem nie mogło być inaczej. Nie był to oczywiście film najwyższych lotów. Miłym zaskoczeniem było jednak to, że nie wyłem z bólu. Było przyjemnie. Tak, przyjemnie, co nawet dla mnie było nieco niecodzienne. Poszedłem do kina na polską romantyczną komedię, obejrzałem ją i nie czułem niesmaku. Świat chyli się ku upadkowi. Albo i wręcz przeciwnie.

Opisać ten film to jak spisać go na straty. Po taką fabułę sięgnie tylko, ekhem, specyficzne grono osób do których mam szczęście się nie zaliczyć oraz bardzo (bardzo) ciekawscy. Mamy taką Zosię, która po rozstaniu z facetem uświadamia sobie, że nigdy jej z mężczyznami nie szło. Namawia przez przyjaciółkę postanawia spotkać się ze wszystkimi byłymi kochankami, by dowiedzieć się co było (i jest) z nią nie tak. W międzyczasie chodzi do kina, szwęda się po mieście, je i pije, tańczy i robi wszystko to co my, ludzie młodzi.

Tagi: Katarzyna Maciąg, Joanna Kulig, Facet (nie)potrzebny od zaraz, film, recenzja, komedia romantyczna.