Rok tysiąc dziewięćset czterdziesty czwarty, dokładnie siedemdziesiąt lat temu, Warszawa. Dziewczęta takie jak dziś – zakochane, szczęśliwe, radosne, pilnie się uczące, wagarujące, próbujące nowych rzeczy. A jednak inne, bo to właśnie nad nimi wisiało widmo wojny, które zabierało im powoli rodziców, kolegów, rodzeństwo. I nagle okazało się, że one też będą musiały wstąpić w szeregi narodowe i razem z koleżankami wspólnie każdego dnia zwalczać wroga. I nie poddawać się do samego końca.

W walczącej Warszawie, w czasie wybuchu powstania, żyło około pół miliona kobiet. Kobiet, który nosiły na swoich barkach tak olbrzymi ciężar, a o których dzisiaj rzadko kiedy się wspomina lub całkiem pomija, rozwodząc się nad dokonaniami mężczyzn. Jedenaście z nich otrzymało głos i opowiedziało swoją historię, zapisaną na kartach Dziewczyn z powstania. O krwawych ucieczkach, wspomnieniach, trudnych losach sanitariuszki, o pierwszych wojennych miłościach, zdradach, trudach, pożegnaniach. O ludziach, których spotkały na swojej drodze i o tym, jak później potoczyły się ich losy. Każda o tym samym, ale każda inaczej. Nie jesteś ciekawy?

Od kiedy tylko zobaczyłam zapowiedź „Dziewczyn z powstania”, wiedziałam, że koniecznie muszę to przeczytać. Zaś już po lekturze brakuje mi słów, żeby ją opisać. Krótko mówiąc, ta książka jest niesamowita. I niesamowicie dobra. To pozycja, której nie chcesz kończyć, którą masz ochotę jak najdłużej sobie dawkować, a jednocześnie sprawia, że czujesz się przy tych bohaterkach bardzo mała.

Tagi: http://papierowyazyl.blogspot.com/2014/06/254-dziewczyny-z-powstania.html.