Oscar, Złoty Glob, BAFTA, nagroda Aktor, Critics’ Choice Award… dla najlepszego aktora drugoplanowego – takie statuetki otrzymał Christopher Plummer za swój występ w „Debiutantach”. Od razu mnie to zaintrygowało, a ciekawość jeszcze wzrosła, gdy przyjrzałam się obsadzie. Lubię filmy z dziedziny „lekki i przyjemny, choć dziwaczny” i tego spodziewałam się tym razem. Co naprawdę ma jednak do zaoferowania Mike Mills?

Oliver (Ewan McGregor) wiedzie poukładane, wręcz szare życie i liczy, że nic nie zaburzy uroków jego cichej egzystencji. Uwielbia pogrążać się we wspomnieniach i nie wierzy w niespodziewane wydarzenia. Pewnego dnia, jego 75-letni ojciec (Christopher Plummer) postanawia wyznać prawdę, którą ukrywał przez cały czas – jest gejem. Informacja zaskakuje i szokuje Olivera, próbuje odbudować swoje relacje z bliskim. Poznaje go na nowo i stara się zaakceptować. Wkrótce spotyka Annę, samotną aktorkę (Mélanie Laurent), która oczarowuje go, choć właściwie się nie znają. Spotykają się coraz częściej i odnajdują niezwykłą nić porozumienia, możliwą nawet bez użycia słów.

Zamiarem Millsa było niewątpliwie stworzenie prostego, ale autentycznego obrazu ludzkiego życia. Chciał ukazać piękno radosnych chwil i sukcesów, a także rozczarowania, ból i cierpienie po stracie ukochanych osób. Częściowo udaje mu się osiągnąć swój cel. Miesza przeszłość z teraźniejszością, dodaje do tego jeszcze pokazy slajdów mające nakreślić sytuacje z danego okresu. Problem tkwi jednak w tym, że wydarzenia przeplatają się ze sobą nieudolnie, a chwilami wręcz wydają się być pozbawione jakiegokolwiek sensu. Obrazują tęsknotę za tym, co było, pogoń za wspomnieniami i lęk przed tym, co ma dopiero nadejść. Wszystkie wątki są jednak potraktowane bardzo pobieżnie i bez należytej uwagi. Pamiętajmy, że przysłowie „im więcej, tym lepiej” często nie odnosi się do kinematografii. Reżyser najwyraźniej gubi się we własnej koncepcji, bo nie potrafi przekazać głębszych emocji swoich bohaterów.

Tagi: miłość, „Debiutanci”, Ewan McGregor, Mélanie Laurent.