Co ja wiem o superherosach? Z pewnością niewiele. W dzieciństwie oglądało się animowanych „X-Menów” (i to nawet w dwóch wersjach!), „Spider-Mana”, „Iron Mana”, „Kapitana Planetę” i innych im podobnych. Chwilę dłużej zatrzymałem się przy „Batmanie”, ale to głównie za sprawą ekranizacji Tima Burtona. Co nieco liznąłem „Hulka” i „Fantastycznej Czwórki”.

W każdym razie – dla fanów „Supermana” jestem kompletnym laikiem. Nie znam komiksów, nie znam seriali animowanych, całej historii, wszystkich wątków pobocznym (a i czasem głównych!) – na „Człowieka ze stali” patrzę z zaliczoną pierwszą filmową wersją opowieści o Clarku Kencie, jedynie przez pryzmat wyobrażeń na temat tego jak dobry film o superbohaterze – według mnie – wyglądać powinien. Nie będzie więc zbyt wielu odniesień, nawiązań, anegdot i ciekawostek. Spojrzę na Supermana, który ma u mnie (niemal) czystą kartę. Może właśnie ta odsłona przygód herosa zachęci kogoś do zgłębienia tajemnic przybysza z Kryptonu.

Wszyscy – nawet taki amator jak ja – znamy historię Supermana. Lepiej lub gorzej – znamy. Jako dziecko przysłany z Kryptonu – planety chylącej się ku upadkowi – zostaje zaadoptowany przez dwójkę życzliwych mieszkańców Ameryki. Wychowuje się wśród ziemian, jest jednak świadom tego, że znacznie różni się od innych dzieci – jest silniejszy, zwinniejszy, ma dużo czulsze zmysły. Jako dorosły człowiek chce odkryć prawdę o sobie, dowiedzieć się skąd pochodzi, poznać historię swoich przodków. Chce również pomagać, walczyć ze złem i pozwalać triumfować sprawiedliwości.