To moja trzecia książka, po „Celi” Anny Sobolewskiej i „Poczwarce” Doroty Terakowskiej, w której tematem przewodnim było pojawienie się w rodzinie dziecka z zespołem Downa.

Jak się okazało, ten sam temat można ukazać w wielu odsłonach i za każdym razem bardzo ciekawych. „Cela” była autentycznym pamiętnikiem matki opisującej codzienność zmagań i radości wychowywania wyjątkowej, bo chorej, ale kochanej córeczki. „Poczwarka” opowiadała o odrzuceniu emocjonalnym chorego dziecka przez ojca, przy pełnej akceptacji matki z nutą realizmu magicznego świata, w którym funkcjonowała ich córka.

Ta opowieść, przesiąknięta smutkiem i bólem, tylko wykorzystała chorobę dziecka, by ukazać przede wszystkim procesy psychologiczne zachodzące między członkami rodziny, a także osobno w psychice każdego z nich (ojca, matki i syna), w sytuacji całkowitego odrzucenia emocjonalnego i fizycznego chorego dziecka.

Decyzja, jaką podjął ojciec rodziny – Paul, w stosunku do córki podczas bliźniaczego porodu swojej żony, bez jej wiedzy i zgody, stała się pilnie strzeżonym sekretem, który pielęgnował i celebrował poprzez fotografię. Poprzez zajęcie metaforycznie wiążące się z odkrywaniem tajemnic, „które każdy z nas w sobie nosi i których nigdy nikomu nie zdradzi” – jak tłumaczył swoje hobby. To nowe, rodzinne życie zbudowane na kłamstwie, mającym w jego zamyśle chronić najbliższych przed biedą, zmartwieniem, cierpieniem i ewentualną żałobą, a wynikające z doświadczeń wyniesionych z dzieciństwa, uniemożliwiło mu zbudowanie zdrowych relacji z drugim dzieckiem, za to „wykreowały innego rodzaju cierpienia, których istnienia nie potrafił przewidzieć”.

Z synem Davidem, którego z kolei pasją była muzyka, tak różna od fotografii w swoim obnażaniu wewnętrznego świata emocji, wyciągania ich na światło dzienne i łączenia się z innymi ludźmi w jej wspólnym przeżywaniu. Zbudował na tymże sekrecie również związek małżeński, który „ciążył na ich życiu rodzinnym i kształtował relacje” z własną żoną – Norah, w konsekwencji daleki od szczęśliwych.

„Zupełnie jakby między nim a rodziną wyrosła kamienna ściana. Paul i Norah znajdowali się po drugiej stronie i wyciągając ręce, wciąż natrafiali na mur…”.