Ogromne pokłady heroizmu czytelniczego wywołuje we mnie ta trylogia. Przynajmniej od drugiego tomu. Raz, bo w ogóle ją czytam pod oficjalny prąd czytelniczy. Nieoficjalnie z nurtem i to rwącym. Dwa, bo dostrzegłszy w pierwszej części wartości wychowawcze w edukacji seksualnej dziewczyn i młodych kobiet, nie przypuszczałam, że część druga mnie zmęczy monotonią.

Trzy, bo zakończenie części pierwszej nawet mnie wzruszyło, a do łez było tyci i ciut, a menisk wypukły przelałby się jak nic. Cztery, bo moja zaprzyjaźniona studentka zaszantażowała mnie – albo ona, albo Grey! Wszystkie powyższe czynniki zewnętrzne. Piąty dołożyłam sobie sama, pakując się między parę bohaterów na piąte koło u wozu albo dziurę w moście. Czasami miałam wrażenie, że im troszkę przeszkadzam. A wszystko przez seks waniliowy uprawiany przez Christiana i Anę na powitanie po rozstaniu, który trwał i trwał, i trwał, przybierając stan permanentny przez większość powieści, a którego końca nie było widać.

Ciekawiej zrobiło się pod koniec, kiedy szał ciał minął (ale tylko lekko) i przyszła im ochota urozmaicić doznania. A dokładniej Ana zrobiła tak duże postępy w rozwoju seksualnym, w którym poznała „swoje ciało, granice bezwzględne, granice względne, swoją tolerancję, cierpliwość, współczucie i zdolność do kochania”, że słodki seks waniliowy już jej się przejadł tak samo, jak mi i zapragnęła czegoś z mrocznej strony sadyzmu seksualnego. I chyba o tej końcówce książki (nie wiem jeszcze, co jest w części trzeciej) pisali z entuzjazmem zagraniczni czytelnicy, wypróbowujący podsuwane pomysły z zabawkami erotycznymi do nowych doznań.

Ale do tego momentu musiałam cierpliwie wysłuchiwać zakochanej Any trajkoczącej o pożyciu seksualnym z idealnym kochankiem (była tego pewna, chociaż nie miała żadnego porównania!) na miarę „bohatera romantycznego – silny, tajemniczy samotnik – jest także kruchy, wyobcowany i pełen nienawiści do siebie samego”. Na mój gust taki, od którego już należałoby uciekać, bo nie ma nic gorszego, jak pokręceni romantycy!

Wiem, co mówię, bo do nich należę. Na dodatek widziała w nim jeszcze „widok biblijny, jak z barokowego obrazu przedstawiającego scenę ze Starego Testamentu”. I pomyśleć, jakie skojarzenia może wywołać jego nagość i ręcznik na głowie u niej! Ale to jeszcze nie koniec!