Już wczoraj wspomniałem co w ostatnich dniach zagościło u mnie w głośnikach. Od kilku dni wsłuchuję się w najnowszą płytę Martyny Jakubowicz. Pamiętacie?

Pewnie pokolenie słuchające muzy w latach 80-tych i 90-tych lepiej będzie kojarzyć ten głos i tę postać. Pani Martyna nie tylko dalej śpiewa, nagrywa, ale i potrafi zaskakiwać. Od zawsze kojarzyła mi się z bluesem, z tekstami śpiewanymi spokojnym, ale i mocnym głosem – do Dylana, któremu złożyła już kiedyś hołd muzyczny, pasowało to jak ulał. A teraz otrzymujemy kolejną płytę będącą ukłonem dla innej gwiazdy. Jak sprawdza się Martyna w delikatnych, troszkę zwiewnych piosenkach Joni Mitchell?

Album ukazał się u nas 7 listopada, w 70-tą rocznicę urodzin artystki z Kanady, a teksty przetłumaczył Andrzej Jakubowicz. Nadal jest tu trochę bluesa, ale to dużo bardziej nostalgiczne, delikatne granie niż repertuar, z którym zwykle kojarzyłem Jakubowicz.

Tagi: Martyna Jakubowicz, płyta, Joni Mitchel.