Kilka miesięcy oczekiwania, leciutkie dawkowanie spojlerów, ogrom domysłów i wreszcie oto nadszedł wiekopomny moment. Oficjalnie rusza kolejny sezon „Zakazanego Imperium”.

Kiedy produkcja debiutowała na antenie amerykańskiego HBO nikt, nawet ja, nie spodziewał się, że stanie się jednym z seriali, w których pomimo, że uważasz, że jest przewidywalny, to on nadal potrafi Cię zaskoczyć bardziej niż się tego spodziewasz. Bo to właśnie serial, którego twórcy wiedzą co robić, aby zapewnić nam niezapomniane widowisko.

Uwielbiam go przede wszystkim za mnogość postaci, zgodność historyczną i ilość wątków, które podejrzewam wielu ludzi mogą drażnić. ” Kim jest ten murzyn i po jakiego grzyba wydziera się na tego białego?!” Często produkcja bombarduje nas kilkoma nie powiązanymi historiami, które łącząc się w jedność w finale sezonu rozwalają nam nadgarstki. Dosłownie.

Jaka była premiera pierwszego odcinka sezonu okraszonego fantastyczną czwórką? Chyba trochę niewyraźna. Przede wszystkim nie pojawiła się żadna z zapowiadanych wcześniej postaci chociażby Dr Narcisse. Dodatkowo być może odcinek mógł być dość zagmatwany, jeżeli ktoś nie pamięta szczegółów z poprzednich sezonów to postaram się wyjaśnić pokrótce niektóre zawiłości.

Premiera przeciągnęła nas po kilku do tej pory nieznanych lokacjach w całych Stanach Zjednoczonych. Dopiero teraz naprawdę czuję jak serial ewoluował i ukazał jak geograficznie szeroko sięga fabuła. To już nie tylko promenada Atlantic City, ale Nowy Jork, Cicero nieopodal Chicago, kończąc na mieście rodzinnym Harrowa, które brzmi wyjątkowo znajomo. Tak, dobre słyszeliście, Harrow pochodzi z miejscowości Warsaw w USA :D. Dodatkowo jak dowiadujemy się pod koniec odcinka Nucky wybiera się do Tampy na Florydzie, do której zaprasza go pierwszy i jego największy dostawca – Bill McCoy.

Tagi: „Zakazane imperium”, Harrow, nowy sezon.