Wyobraź sobie, że przeglądasz program telewizyjny. O tej samej godzinie będzie emitowane aż sześć filmów, które chcesz obejrzeć. Włączasz telewizor i niezdecydowany przeskakujesz po kanałach.

Właśnie do tego można porównać seans najnowszego dzieła rodzeństwa Wachowskich i Toma Tykwera. Z tą różnicą, że mnogość wydarzeń nie sprawia tutaj raczej problemu dla odbiorcy. „Atlas chmur” jest porywający i niesamowity, okazuje się również genialnie i bardzo zręcznie zrealizowany.

Składa się aż z sześciu różnych wątków. Oczywistą trudność stanowiło zgrabne zmontowanie całości tak, aby widz się nie pogubił. Moim zdaniem, twórcom udało się to doskonale. Każdy wątek stanowi oddzielną, fascynującą, choć nieco chaotyczną historię. Dzieją się one w różnych miejscach, czasie i przestrzeni, wszystkie się jednak łączą i świetnie uzupełniają. Co najciekawsze, narracje przeplatają się ze sobą nawzajem.