Promocje, promocje, promocje – to słowo działa na każdego. A jeśli mamy do czynienia z promocją na książki to wiadomo, że człowiek jest już stracony. Ja sam od czasu do czasu zaszaleję. I w takim Bookrage’u wezmę udział. Pokłosiem zakupów Bookrage’owych jest książeczka “Czerwony Błazen” Aleksandra Błażejowskiego. A sama akcja odbyła się bardzo dawno temu.

Książka uznawana za pierwszy polski kryminał sensu stricte (cokolwiek by to miało znaczyć). A jeśli chodzi o sens to czy jest sens w czytaniu takich “staroci”? Czy w ogóle można odnaleźć coś ciekawego w prawie dziewięćdziesięcioletniej książce, która raczej nie była pisana, by stać się dziełem wiekopomnym.

Ci którzy trochę podczytują mego bloga wiedzą, że lubię owego sensu się dopatrywać, a często stare ramoty okazują się nad wyraz ciekawymi pozycjami. Z racji tego mojego skrzywienia “Czerwony błazen” już na starcie miał u mnie dużego plusa.

Cóż mogę rzec o tej książce, która przez lata była zapomniana dzięki usilnym staraniom władz komunistycznych? Ze względu na osobę autora, bo przecież nie o tytuł by chodziło. Chyba, że komunistyczne władze siłą rozpędu i mocą skojarzeń wycofywały wszystko co tylko nawet mogło wskazywać na wyśmiewanie jedynego, słusznego ustroju. Nie będę wnikał

Tagi: Aleksander Błażejowski, “Czerwony błazen”, recenzja, polski kryminał, promocje.