Wydawać by się mogło, że jeśli za scenariusz komiksu będą odpowiadać Darren Aronofsky (twórca filmowy, autor takich świetnych tytułów jak: „Pi”, „Requiem dla snu” czy „Czarny łabędź”) oraz Ari Handel (współtwórca scenariusza do filmu „Źródło”), a za stronę graficzną Niko Henrichon (znany z Lwów z Bagdadu czy Barnum!), to nie ma wyjścia – efekt ich współpracy musi być co najmniej dobry.

Niestety, w wypadku pierwszego tomu serii Noe, album rozczarowuje na całej linii.
Otwarcie przyznaję, że nie czytałem w tym roku gorszego komiksu. Okładka jest jeszcze intrygująca, ale wszystko, co znalazłem pod nią jest kiepskiej jakości. Ale po kolei.

Głównym bohaterem jest biblijny patriarcha Noe, który ma prorocze sny o wielkiej wodzie zalewającej cały świat i przynoszącej śmierć wszystkim ludziom. Woda ma być zesłana przez Boga za karę, ponieważ cała ludzkość jest zepsuta i zła. Aronofsky delikatnie redefiniuje biblijny mit, kładąc nacisk na ekologiczny wymiar upadku cywilizacji.

Hekatomba czeka wszystkich ludzi z wyjątkiem rodziny Noego, który jak wiemy, ocaleje ponieważ zbuduje arkę na górze Ararat. W budowie pomogą mu giganci pod wodzą Oga, który nota bene także występuje w Piśmie Świętym jako Og z Baszanu, a w legendach żydowskich jest wspomniane, że on również potop przeżył, gdyż wdrapał się na dach arki. W komiksie Aronofsky’ego giganci przedstawieni są jako upadli aniołowie, którzy zeszli na ziemię, aby ludziom pomóc. Tradycja biblijna jest wobec nich mniej życzliwa, nefilim oraz ich potomkowie (do których należał Og) refaim byli „złem w oczach Pana”. Mimo tych drobnostek, fabuła niewiele się różni od tego, co możemy przeczytać w Piśmie Świętym i Torze. Autorzy także to podkreślają, umieszczając w niektórych miejscach cytaty z Księgi Rodzaju.

Tagi: Noe, potop, arka, komiks, Aronomsky, Handel, Henrichon.