Popołudnie. Wpadam do domu z pracy. Mam zmienić Anię w opiece nad Niną. Jest już gotowa do wyjścia. Umówiona. Spieszy się. Jak wiele Mam, ma mało czasu na swoje sprawy. Dlatego staram się jak najszybciej wracać do domu i ją „odpiąć” od Niny aby mogła pobyć sama ze swoimi sprawami, myślami, chwilami…. Niech leci, niech odpocznie, niech pożyje:-) A my z Niną mamy swoje sprawy. Swoje pomysły, swoje zabawy i rozmowy. Swoje zajęcia. Słyszę jeszcze Aniowe: – „Paaaa!, Daj malutkiej obiad! Kapuśniaczek jest.” – Pa! Pa! – odpowiadam i zabieram się do dzieła. Próbuję zająć małą jakimś zadaniem. – „Zrób mi coś fajnego, opowiedz co robiłaś, ja tu szybko zrobię kotlecika, jak Mama kazała. Zjesz kotlecika? Zjemy kotlecika razem? Z ziemniaczkami? Mmmmm? Poźremy go raziem smoku mały????”. Tak jakoś zagaduję gnając przez prace lekko porządkowe w kuchni aby szybko zacząć proces smażenia a potem konsumpcji. Niestety. Ninka nie ma zamiaru z dystansu grzecznie moich sugestii brać do siebie. Patrzy, zagląda, wpycha swoją malutką śliczniunią, ciekawską główkę między moje ręce. Nie pójdzie – myślę sobie. Nie odpuści mi. Rezygnuję i wdrażam plan B. Dobra. Chodź – mówię do niej. Weź krzesełko. Pogotujemy razem.

blog.lifenotes.pl

blog.lifenotes.pl

blog.lifenotes.pl

Tagi: praca, kuchnia, gotowanie, obiad.